Alice

Alicja w krainie czarów.

Dziś sporo. Bo trochę ominął mnie poprzedni tydzień i oto mieliśmy pierwsze niewywiązanie się z tytułu. Ale czas najwyższy wziąć się do roboty. W końcu ile można słuchać Dire Straits.

Dziś wpis zastępczy – miała pojawić się recenzja płyty, ale jeszcze się obsłuchuję.

Polecimy więc Alicją.
Do Alicji w krainie czarów nawiązań jest sporo, a na początek pewne dziwadełko:
Remiks piosenek/textów/kadrów z Disney’owskiej „Alicji w krainie czarów” – autorstwa Pogo, Australijskiego muzyka. Video wrzucone na YouTube dorobiło się mnóstwa widzów(w tym mnie). Może nie nadaje się do słuchania non-stop, ale to bardzo ciekawy kwiatek (a najfajniejsze są te skaczące bratki i mak na perkusji z ostu).
Pogo Alice.

Tom Petty and the Heartbreakers i David A. Stewart (Eurythmics) zmontowali taki kawałek. O ile aranżacja piosenki wydaje mi się starawa i trochę za mocno słychać tam lata 80-te, to sama melodia jest bardzo fajna.
W temacie jest tu teledysk osadzony w Krainie Czarów. David Stewart jako Gąsienica i Tom Petty jako przerażająco szalony „Szalony Kapelusznik” śpiewający do Alicji: „Don’t Come Around Here No More” – SZAŁ.
Teledysk dostał nagrodę MTV Video Music Awards w kategorii Best Special Effects w roku 1985.
Tom Petty and the Heartbreakers – Don’t Come Around Here No More

To teraz superklasyk: Jefferson Airplane – White Rabbit.
Piosenka oparta o motywy Alicji w Krainie Czarów, a o czym jest tak to wszyscy wiedzą.
A jak nie wiedzą to muszą poczytać tekst, albo jeszcze lepiej pooglądać „Fear and loathing in Las Vegas” Terrego Gilliama z łysym Johnnym Deppem.

Jefferson Airplane – White Rabbit (i video oparte na wspomnianym filmie)

I nie obejdzie się tu bez Danny’ego Elfmana i ścieżki otwierającej soundtrack do „Alicji w krainie czarów” Tima Burtona.

uff… to tyle na dziś. 🙂

Dire straits

Dziś Dire Straits. z dwóch powodów:
1) Trzeba jakoś uhonorować tegorocznych zwycięzców Topu Wszechczasów. A zwyciężyła piosenka „Brothers in Arms”, która jest całkiem dobra i dosyć poruszająca. Należy do tej grupy piosenek o których nie można powiedzieć, że są „fajne”. Wydaje mi się, że byłoby to nietaktem. Piosenka Utwór ten od lat obija się od różnych miejsc w pierwszej dziesiątce Topu i bardzo często kończy na podium. Zwycięzcom gratulujemy.

2) To zespół wielkiego powrotu do moich playlist, po młodzieńczym(Ha! jak to brzmi!) wstręcie spowodowanym przymusowym słuchaniem zarządzanym przez tatę. Nie żeby tato nas zmuszał jakoś specjalnie, ale zwykle odtwarza się jedną kasetę. A Dire Straits było pozycją obowiązkową. (Serdecznie pozdrawiam tatę – Już lubię pana Marka Knopflera).

„Brother in Arms” dziś nie będzie. Kawałek ten jakoś słabo pasuje mi do Dire Straits, być może wyrobiłam sobie zbyt mocną opinię na kawałkach typu: Sultans of Swing, Romeo & Juliet, Twistig by the pool, Walk of life czy przezabawne Money for nothing. Możliwe również że to przez opaski pana Marka :). Wszystkie te kawałki mimo całkiem poważnego brzmienia, zwłaszcza gitarowego, są również niezwykle lekkie. A „Brothers in Arms” nie wpisuje mi się jakoś.

A co będzie? Dwie piosenki.
Na pierwszy ogień ta bardzo Dire Straits’owa „So far away”. Lubię, bo ma klasyczny styl tej kapeli, jest „lekka” w formie, ale brzmi poważniej i ciągle jakoś tak nowocześnie.

Dire Straits – So Far Away

A teraz arcydzieło. Moja ulubiona (choć wszystkich nie znam) piosenka tej kapeli. Brzmi bardzo poważnie, ale jednocześnie, przynajmniej dla mnie -dosyć lekko. Opowiada o pracy prywatnego detektywa. I kojarzy mi się ze scenami z amerykańskich filmów. Pewnie dlatego w miarę lekko.
Ale dosyć pisania. Słuchamy.

Dire Straits – Private Investigations

Brzydka zima

Jakaś jesienna ta zima się zrobiła. Ciemno, mglisto i zostało tylko trochę brudnego śniegu na chodnikach.
Dlatego dziś troszkę ciszej i troszkę smutniej…
Oba zespoły wygrzebane gdzieś z last.fm, albo z polecenia znajomych z tego serwisu.

1. Na pierwszy ogień Phideaux – Crumble (vocal)
Piosenka chyba nr.8 ze świetnego albumu Doomsday Afternoon. Na płycie są dwie wersje tego utworu, według mnie ta z vocalem jest dużo lepsza i genialnie pasuje do dzisiejszej pogody. Ale, ale! Trzeba pamiętać, że album jest niepodzielną całością i najlepiej słuchać w komplecie. Na dobry początek wrzucam dobry koniec (bo chyba piosenka kończy album, ale mam z tym kłopot bo na liście piosenek z płyty znalazłam tylko wersję instrumentalną, dziwne).

2. The Black Noodle Project -Tomorrow Birds will Sing z płyty Play Again. Poznałam ten zespół na last.fm. Promowali się wtedy dosyć mocno na na tej platformie i o ile pamiętam płytę można było pobrać za darmo, albo przynajmniej wysłuchać w całości w serwisie. Tak było z tym i chyba poprzednim albumem około roku 2007 i chyba zabiegi te dały efekt, bo płyt i koncertów w ich dorobku jest coraz więcej. Trochę surowiej w stosunku do utworu powyżej, ale klimatycznie, deszczowo i pięknie…

Dzisiaj bez ciekawostek, ale dodam jakieś przy kolejnych kawałkach tych artystów (jeśli jakieś ciekawostki wygrzebię 🙂 ).

Po nitce do kłębka

Odkrywanie piosenek to czasem trudna sprawa.
Jeśli ma się szczęście, to może to pójść szybko i bezboleśnie. Tym razem poszło szybko i każdy krok był niezwykle ciekawy i przyjemny.

1. Reklama

To najlepsza reklama ostatnich lat. Żadna z kolejnych z cyklu nie była tak dobra i chyba żadna z nich nie wylansowała piosenki.

Pamiętam, że piosenka pojawiła się w reklamie, a potem w radiu. Potem gdzies mi się obiło o uszy, że to cover. Dla porównania odpaliłam w sieci oryginał i… okazało się że to COVER, a nie zwyczajny coverek.
Bo oryginał brzmi tak:

Z okazji różnicy pomiędzy tymi dwiema wersjami szczęka opadła mi na podłogę. Co ciekawe obie wersje są świetne, a najlepsza jest w nich właśnie ta różnica. Może to dobry sposób żeby dobre piosenki trafiały do ludzi gustujących w róznych gatunkach muzycznych?