Archiwiści

Niby powinnam słuchać jakichś ciekawostek, no ale jak to zrobić jak jest nowa płyta Archive, nowy Dead Can Dance, całkiem niezłe ZZTop leci w radiu, a na dodatek całkiem fajna i całkiem taneczna, lipcowa Brodka z „Varsovie” oraz jak zwykle szalony Muse(!)?
Z nowości zdecydowanie Archive.
Cała płyta jest świetna i w sumie to nie do końca wiem co mogłoby jakoś szczególnie zachęcić do odsłuchania. KONIECZNIE TRZEBA SŁUCHAĆ CAŁOŚCI!!! Oczywiście jeśli ktoś ma taką możliwość.
Mam ogromną słabość do Archive i zupełnie nie wiem jak to się mogło stać, że jeszcze go nie był na blogu. A może był? E chyba nie :).
To lecimy z szybkim odsłuchem nowej płyty „With Us Until You’re Dead”.

Na początek mój numer jeden z dynamicznych części płyty:
Archive – Conflict

To jeszcze coś:
Archive – Violently

I singiel – jest chyba na liście Trójki jakby ktoś chciał zagłosować to polecam:
Archive – Hatchet

Uwielbiam to zakończenie!
Archive – Rise

To teraz wspominkowo poprzednich płyt Archive.
Zwłaszcza, że mam całkiem zabawną historyjkę ;).

To najpierw z płyty Controling Crowds, wyjątkowy utwór tytułowy:

oraz moje ukochane „Bullets”:

Udało mi się być na koncercie Archive na Openerze, to chyba było 2 lata temu. Całość koncertu była oparta o płytę „Controling Crowds”, która jak można stwierdzić po fragmentach powyżej jest niesamowita :). Koncert odbywał się na scenie pod namiotem i co było nie do pomyślenia zazębiał się z The Dead Weather, które grało wcześniej na głównej scenie! Dlatego na Archive trzeba było trochę pobiec. Koncert był bardzo dobry, ale wyjątkowo głośny, co trochę utrudniało odbiór. Ostatnich piosenek słuchaliśmy już „na wylocie” z namiotu i po ostatniej piosence, gdy ludzie już powoli zaczęli się rozchodzić, zaczepiła mnie pewna Pani i miło zapytała czy byłam od początku na koncercie. Piszę „Pani”, bo była to niewątpliwie kobieta, chyba trochę starsza niż ja. W każdym razie nie podlotek :). Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:

P: Byliście na całym koncercie?
Ja: Tak
P: Czy grali może Again?
Ja: Nie, nie grali.
P:…A to DZIADY!

Bawi mnie to do dziś. Pozdrawiam Panią! Do zobaczenia na jakimś koncercie Archive! Nie można tracić nadziei!

No to teraz Again, ponad 16 minut!

Archive – Again

Nadchodzi noc komety!

Za tytuł dostanę dodatkowe punkty!

Zauważam ostatnio, że wszystko splata się i pląta wzajemnie, często skręcając się w jedną całość. Odkąd popisuję sobie bloga zaczęłam trochę bardzie przykładać się do słuchania muzyki, słuchać nowych rzeczy, a zwłaszcza odkurzać stare. Nagle okazuje się, że wszystko jest ze sobą połączone i moje poszukiwania wcale się nie wychodzą poza pewien zakres powiązań. I choćbym próbowała opisać coś nowego, zawsze znajduje powiązania z czymś co jest mi dobrze znane. Może to oznaczać, że moje horyzonty wcale nie są takie szerokie, albo Dirk Gently ma rację i również do muzyki trzeba będzie podchodzić holistycznie.

Holistyczne powiązania i cykle w muzyce cz.1 🙂

Weekend z Perseidami diabli wzięli, bo w Krakowie lało – może uda mi się coś jeszcze zobaczyć, chwila czasu jeszcze została, ale szczyt przepadł jak nic. Na dodatek księgarnia opóźnia moje zamówienie książkowe, gdyż nie może doszukać się Map Nieba. Wszystko wskazuje, że powinnam kontynuować kosmiczne i gwiezdne tematy.
Dziś żadne wielkie odkrycie, ale może dla kogoś będzie to nowość. Całkiem fajne, mocno rockowe wykonanie piosenki „Noc Komety” z repertuaru Budki Sulflera w Opolu wykonał zespół Cuba de Zoo. Niestety ten koncert mnie ominął, czego trochę żałuję, bo czasem można na takich wielkich telewizyjnych widowiskach zobaczyć coś ciekawego.
Tym razem był to najwyraźniej występ zespołu Cuba de Zoo, który tym wykonaniem wziął szturmem Listę Przebojów Programu Trzeciego.

Cuba de Zoo – Noc komety Opole 2012

Gdy usłyszałam utwór w radiu pomyślałam, że to bardzo fajnie, bo piosenka zatoczyła koło, była popularna we wczesnych latach 80tych w wykonaniu Budki Suflera, a teraz wróciła.

Mam jakąś taką lekką awersję do późnej Budki Suflera i wszystkich jej przebojów z lat dziewięćdziesiątych. Z tej chyba przyczyny, jakoś bardziej pasują mi ze starych utworów te, których nie śpiewa Krzysztof Cugowski. Gość ma świetny głos i te stare kawałki są bardzo dobre, ale może już za bardzo mi się osłuchały.
Akurat „Noc Komety” wykonywał Felicjan Andrzejczak razem z Urszulą. Zwłaszcza pan Felicjan prezentuje się w teledysku dosyć ciekawie 🙂
Budka Suflera – Noc Komety

Ale to jeszcze nie koniec. Słowa piosenki, a dokładnie – polskie słowa napisał Marek Dutkiewicz. Jest to jednocześnie autor słów do mojej ulubionej piosenki z okresu „od urodzenia do przedszkola” ;), ale o tym innym razem.

Teraz chyba najbliższy mi stylistycznie, pierwowzór muzyczny piosenki w wykonaniu niemieckiej progresywno-psychodeliczno-space-rockowej kapeli Eloy (z 1982r).
Eloy – Time to Turn

Zdecydowanie mój klimat :).

A jeszcze wracając do kół, kółeczek, kosmicznych orbit i całej tej holistycznej plątaniny. Nazwa zespołu Eloy zaczerpnięta jest z książki H.G. Wellsa „Wehikuł czasu”. O H.G. Wellsie wspominałam w drugim wpisie na blogu, przy okazji „Wojny światów” Jeffa Wayne’a

Hej Curiosity! Uwaga na pająki!

Curiosity wylądował i jak prawdziwy turysta już robi zdjęcia i wrzuca statusy na Twittera.
A ponieważ mój blog jest z Marsem niezwykle związany, to należy taki fakt odnotować. Z tej okazji wprowadzam tag i kategorie Mars! 🙂

Zgodnie z tytułem dzis Pająki. Z Marsa. A dokładnie świetna płyta Davida Bowiego „The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars”. Myślę, że płyty nie trzeba za bardzo przedstawiać, ale chyba warto przypomnieć. Bo historia przedstawiona na płycie to prawie science-fiction :). No i Bowie jako Ratująca Świat Gwiazda Glam Rocka Ziggy Stardust!

A dlaczego ratować świat? Dlatego, że zostało nam tylko 5 lat…

Five years – David Bowie

…ale to nic bo oto gdzies tam czeka…
David Bowie – Starman

Ziggy i Pająki z Marsa 🙂
Ziggy Stardust

Nie byłabym sobą gdyby nie poleciał cover który znajduje się na tej płycie. Świetne połączenie bluesa i glam rocka.

It Ain’t Easy – David Bowie

Piosenkę It Ain’t Easy w 1970 roku napisał Ron Davies i nagrał przepiękną wersję na płycie: Silent Song Through the Land
Ron Davies – It Ain’t Easy (1970)

Płyta „The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars” została wydana w 1972 roku, czyli obchodzi właśnie 40 (!!!) urodziny.
Wszystkiego najlepszego.

A na deser pełna panorama z powierzchni Marsa, tegoroczna, z łazika Opportunity, ktory się biedny szwenda po Marsie już 8 lat :).

Syndrom bananowca.

No proszę. Mamy środek lata i kolejne dzikie upały! Dzisiaj lekko, pogodnie i bardzo, bardzo skocznie .

Zaczniemy spokojnie. Na rozgrzewkę weźmy Słońce.

…i błękine niebo.
tu mała dygresja, ELO mi się przypomniało z powodu serialu jaki namiętnie katuje od marca. Teoretycznie ostało mi 26 sezonów z klasycznej serii – nie wiem czy się podejmę tego sportu ;).
Aha, to idealna piosenka do skakania po łóżku i tłuczenia łyżką w patelnię. Serio ;).
Electric Light Orchestra – Mr. Blue sky

Nie radzę oglądać mnie przy słuchaniu powyższej piosenki. Wyglądam mniej więcej tak:

Blind melon – no rain

To kolejna na mojej upalnej playliście. Gdyby komuś mało było skakania, to też się nadaje:

The Knack – My Sharona

…i jeszcze najzabawniejsza piosenka Depeche mode. Idealna do głośnego śpiewania:
Depeche Mode – Just Can’t Get Enough

Ogólnie mój dzisiejszy stan można określić tylko mianem bananowca:
Queen – I’m Going Slightly Mad

Tak ogólnie to nic mi nie jest. Chyba ;D