Z-Day

Człowiek człowiekowi wilkiem, a Zombie Zombie Zombie.

Ostatnio po głowie chodzą mi Zombie. I jak to u mnie bywa, cały wszechświat sprzysięga się w tym momencie i pcha do tego jednego tematu.
Czas jest adekwatny, gdyż jak powszechnie wiadomo czeka nas koniec świata. Zaraz. Natomiast na temat wyglądu tego końca, zdania są podzielone. Jedni spodziewają się, że coś w nas łupnie a inni Apokalipsy w wykonaniu Zombie czyli Z-Day. 🙂

Więc dziś Zombie. 🙂

Moje koligacje z zombie rozpoczęły się dawno, dawno temu, kiedy trochę więcej rysowałam „analogowo”. Zombie to bardzo wdzięczny temat. Dowolna gama kolorów i niestandardowe pozy tego typu postaci, są wyjątkowo wdzięczne w rysowaniu.

Poza tym Zombie mają wspaniałe cechy charakteru które mi imponują. Mianowicie doceniają w innym człowieku wnętrze, chociaż jak na moje standardy to trochę zbyt dosłownie ;).

Ale wracając do tematu. Jakiś czas temu udało mi się zobaczyć „Noc żywych trupów”, pewnie widział to już cały świat, ale jakby co to polecam! Potem dowiedziałam się o serialu „The Walking Dead” i mogę śmiało powiedzieć, że mnie wciągnął.
I jak tak oglądałam kolejny odcinek, pomyślałam że byłby to niezły temat. Co ciekawe okazało się, że na blogu pojawiła się już piosenka „Night of living dead” w wykonaniu Julii Marcell, a także niezapomniany zespół The Zombies. Do the Zombies jeszcze dziś wrócimy, ale zaczniemy od nowinki. Piosenkę usłyszałam jakiś czas temu w radiu i był to dla mnie znak, że zdecydowanie trzeba się brać za ten temat. Zombie który „żuł człowieka gumę”, ujął mnie za serce.

Zombie – Lao Che

Pamiętacie tego gościa od młota? Roky Ericson – I walk with te Zombie

I wersja R.E.M. –

nie zapominajmy o klasyku!
Michael Jackson – Thriller

Na koniec kolejna piękna pieśń w wykonaniu The Zombies:
the Zombies – the seasons

Ps. Aha, mam jeszcze śliczne buty w Zombie! 😉

2 lata 20 godzin 20 minut

Depeche Mode – Black Celebration

O mamo! 2 lata. To niby żaden wyczyn, no bo to nie jest sztuka założyć bloga, poczekać 2 lata, a potem obchodzić urodziny. Ale mnie się udało pisać PRAWIE regularnie.

Tak jak obiecałam, troszkę statystyk dotyczących tego co tu wyprawiam. Tak, zrobiłam całą matmę, mam nawet arkusz z wykresami (Ha!) i jestem z tego dumna ;).

W ciągu 2 lat napisałam 100 postów. Oznacza to, że jestem 4 posty w plecy.
Zagraliśmy 278 utworów. Sporo. A doliczając wszystkie zajawki filmowe z muzyką w tle, wyszło mi, że słuchaliśmy wspólnie muzyki przez 20 godzin i 20 minut. Ładnie tu czasu zmarnowaliśmy.

Najlepiej idzie mi pisanie i słuchanie w Marcu i przez całe lato. Tragedie zdarzają się jesienią i wtedy pojawia się tu najmniej wpisów. Mobilizuje mnie Grudzień.

Ciekawie wypadają frazy z google, które przyprowadziły internautów na bloga.
Okazuje się, że znalazłam swoją niszę: „niepokojące i smutne piosenki” to w sumie prawie 60 wejść, dużo osób szukało u mnie „teledysku z niedźwiedziem” (pozdrawiamy bjork) i informacji o zespole „hanimal”, oraz co jest nieco zaskakujące „przyśpiewek śpiewanych przy wykopkach” (kiedyś zrobię taki wpis, jak bum cyk cyk) ;).

Mimo sporego stażu, blog nadal pozostaje niszowy i hipsterski :), co w gruncie rzeczy mnie cieszy.

Najwięcej słuchaliśmy (licząc tylko wykonania, a nie autorstwo): Nicka Cave’a (10), Davida Bowiego (7), Led Zeppelin (8) i chyba The Rolling Stones (8).

Najbardziej zaskoczyła mnie nieustanna obecność na blogu Davida Bowiego, którego cenię, ale nie słucham jakoś wyjątkowo często. Dziwne :). Wygląda na to, że zapożyczenie pseudonimu od tego pana, powoduje nieustający wpływ jego muzyki na moje playlisty :). Na blogu nie pojawia się natomiast liczna grupa artystów, których piosenek słucham bardzo bardzo często. To akurat postaram się nadrobić.

Cały czas zastanawiam się nad tym w jaka forma prezentacji piosenek jest najciekawsza. Nie jest tajemnicą, że kręcą mnie covery, których na blogu jest całe mnóstwo (ponad 50). Najbardziej chyba lubię opisywać zapomniane pierwowzory znanych piosenek. Ciekawe wydają mi się również historie związane z piosenkami, jak te we wpisach o „Huddiem Ledbetterze”, „n+10” czy „Słodko-gorzkiej historii”. Ostatnio zaczynam mieć więcej pomysłów na zbiory piosenek związane z jakimś konkretnym motywem/tematem – coś jak w „Alice”.

Gdyby ktoś miał jakieś sugestie w tym temacie, to proszę śmiało :), pewnie się nie posłucham, ale warto próbować. 😉

A teraz płacze i narzekania:

Największym problemem bloga w tym nieco spuchniętym stanie jest niestety aktualizacja linków, wypadałoby to robić w miarę często, ale nie znalazłam jeszcze na to dobrej metody. Druga rzecz która mnie trochę denerwuje, to zmiany wordpressa i ich nieskończony scroll. Niestety moja przeglądarka tego nie wytrzymuje i po wczytaniu 10 z kolei video na stronie głównej daje za wygraną. Mam nadzieję, że czytacze/słuchacze nie mają takiego problemu. Polecam poruszać się linkami z Archiwum. Dobra dosyć płaczów.

Na koniec chciałam napisać dwie rzeczy:
1. że jestem z siebie dumna, bo nie liczyłam, że tak długo tu wytrzymam. (Biorąc pod uwagę, że podobno za tydzień ma się skończyć świat, to nie zostało mi tu dużo pracy :). Dam radę ;). )

2. że gdyby z końcem świata nie wyszło, to na początek kolejnego roku, Riverside zapowiada płytę.

Jeeeee!!! Uwielbiam prezenty. 🙂

Celebration Day

Oto mamy setny post. Hura.

Z tej okazji Led Zeppelin wydał DVD. Kto by pomyślał?! Dzięki chłopaki!

Led Zeppelin – Celebration Day

Chłopaki nadal świetnie się prezentują. 🙂
Led Zeppelin – Kashmir

Polecam też posłuchać konferencji prasowej :).

Następny post będzie z okazji urodzin bloga. Grubo ;).

Postaram się z tej okazji przygotować jakieś fajne statystyki ;). Okaże się ile czasu straciliście na słuchanie ze mną muzyki :).
Dowiemy się również, jakiego wykonawcy słuchamy tu najczęściej i dlaczego jest to Dawid Bowie.