Dark Side of the Rainbow

Jak się jest chorym i nie można się skupić na rzeczach wymagających użycia mózgu, to można sobie pozwolić na dziwne dziwactwa i nikt nie ma prawa się czepiać.
Dziwnym dziwactwem może być na przykład próba sprawdzenia czy faktycznie Dark Side of the Moon synchronizuje się z Czarnoksiężnikiem z Oz.

Nie żebym sama wymyśliła takie dziwactwo, wyguglałam :).

Sprawa dotyczy filmu „Wizzard of Oz” z 1939r. Ciekawostką jest to, że pierwsza część filmu jest czarno-biała, natomiast druga w której Dorotka przenosi się do krainy Oz jest kolorowa. Rolę 12-letniej Dorotki Gale zagrała 17-letnia wówczas Judy Garland, dla której przygotowano specjalną, ukrywającą kobiecą figurę sukienkę. Film otrzymał 2 Oskary w tym jeden za najlepszą piosenkę „Over the Rainbow”.

Judy Garland – Over the Rainbow

Dark Side of the Moon – Album Pink Floyd z 1973r. Jest to jeden z najlepiej sprzedających się albumów w historii muzyki, więc chyba wszyscy o nim wszystko wiedzą.

Historyjka przedstawia się następująco:

Ktoś odkrył (swoją drogą, ciekawe jak na to wpadł) synchronizację pomiędzy albumem i filmem. W 1995 o synchronizacji napisała Fort Wayne Journal Gazette opierając się na informacjach z grup dyskusyjnych. W tym czasie powstało ponoć sporo stron internetowych na ten temat. Kolejny wzrost popularności tej historii nastąpił w 1997r, po audycji radiowej Georga Taylora Morrisa. W 2000r kanał telewizyjny Turner Classic Movies wyemitował film „Wizzard of Oz” z podkładem DSotM. :). Tyle z Wikipedii.

Moim ulubionym elementem całej teorii jest jej część dotycząca czasu włączenia albumu.
Są trzy opcje, wszystkie związane z lwem z loga MGM. Jedni twierdzą, że trzeba włączyć DSOTM podczas pierwszego ryku lwa, inni że podczas ostatniego, trzecia opcja to włączenie albumu gdy logo MGM znika. Najbardziej popularna opcja to ostatni ryk lwa i tak też film obejrzałam. 🙂

Jak to wypadło w praktyce? Oczywiście, że są miejsca pasujące do siebie. Zwłaszcza, kiedy przed obejrzeniem przeczyta się informację na temat miejsc synchronizacji ;). Jeśli nie, no cóż…
Wyraźnie odznaczają się:
– moment w którym Dorotka spada z płotu,
– moment w którym pierwowzór czarownicy nadjeżdża rowerem.
– great gig in the sky – trąba powietrzna.
– start strony B albumu – równocześnie z rozpoczęciem kolorowej części filmu.
– bicie serca z końca płyty łączy się ze sprawdzaniem czy blaszany drwal drwal ma serce.

To jest to co potwierdziłam własnymi zmysłami. Ale im więcej się ogląda, tym więcej się się widzi.

Wiadomo, że ludzie mają dosyć naturalną skłonność do dostrzegania wzorców i powiązań w otaczającym świecie, nawet takich które kompletnie nie mają ze sobą nic wspólnego. Wygląda więc na to, że Dark Side of the Rainbow, bo tak bywa nazywana zsynchonizowana wersja albumu i filmu to wspaniały przykład na synchroniczność/apofenię. Zwłaszcza, że członkowie zespołu nieustannie zaprzeczają jakimkolwiek powiązaniom między filmem a albumem. A w jednym z wywiadów Alan Parsons, producent albumu (i pomysłodawca użycia miksu zegarów i dzwonków z początku „Time” – czyli synchronizacji nr.2 z mojej listy ) zarzeka się, że sprawdził i zauważył tylko jedną synchronizację (serio, Alan? Nie ściemniaj 😉 ).

Natomiast niezwykle ciekawe jest to co można odnaleźć w Internecie na ten temat.
A listy synchronizacji Dark Side of the Rainbow są nieskończenie długie, zwłaszcza jeśli na warsztat weźmie się tekst i jego powiązanie z tym co dzieje się w filmie. Wtedy pojawiają się synchronizacje związane z wróżbitą, dobrą wróżką, czarownicą oraz strachem na wróble („The lunatic is on the grass…” z piosenki „Brain Damage”, przypadek? 😉 ).

Niektórzy idą jeszcze dalej i dopatrują się w synchronizacji filmu i tekstów z albumu nawiązań do historii życia Judy Garland. Akurat to nie wydaje się szczególnie trudne do uzasadnienia. Album mówi o przemijaniu, pieniądzach, szaleństwie i chciwości, co może pasować do wielu tragicznych życiorysów związanych z Hollywood. Przyznam jednak, że tekst który znalazłam na ten temat jest niezwykle wciągający i jeśli ktoś chciałby się z nim zapoznać to proszę:
http://thepinksync.tripod.com/

Z jednej strony synchroniczności zdarzają się w życiu ciągle i powinniśmy przechodzić nad nimi do porządku dziennego, czy też je ignorować. Nikt nie zaprzeczy, że mamy skłonności do dostrzegania rzeczy, czy korelacji których nie ma. I nie dotyczy to tylko synchroniczności zdarzeń, ale również dopatrywania się twarzy na marsie (wikipedyczny przykład Apofenii), czy też moja ulubiona pareidolia która pozwala nam widzieć Maryję na chipsach, postać Jezusa na przypalonych tostach, czy też rozpoznawać kształty w chmurach. Ja na przykład widzę, że nasz firmowy ekspres do kawy ma twarz, a kawa leci mu z dziurek w nosie :D.
Wydaje mi się, że w tym właśnie tkwi nasza kreatywność. Odnajdowanie części wspólnych i tworzenie na tej podstawie czegoś zupełnie nowego, jakiejś zupełnie nowej jakości. Poniekąd jest to sztuka zbiorowa, zastawienie dwóch dzieł i wspólne odkrywanie w nich coraz to nowych ukrytych znaczeń. Serio, Dark Side of the Rainbow wydaje mi się zupełnie nowym arcyciekawym utworem.
Urzekł mnie też ten artykuł na temat korelacji życia Judy Garland z Dark Side of the Rainbow. Bo przypomina mi to trochę interpretowanie poezji. Zawsze denerwowały mnie analizy wierszy w szkole, zwłaszcza te w którym i tak należało się wstrzelić w pewien schemat narzucony przez jakiś klucz czy nauczyciela. Jeśli ktoś bierze się za pisanie poezji, powinien liczyć się z tym, że interpretacje będą bardzo subiektywne. A jeśli odbiorcy twierdzą, że coś się synchronizuje, to ja bym im raczej wierzyła na słowo.

Popisałam głupot to teraz posłuchajmy:

Pink Floyd – Speak to me/Breathe

Pink Floyd – Great Gig in the Sky (partie wokalne Clare Torry)

I na koniec – koniec.

Pink Floyd – Brain Damage/Eclipse

I’ll see you on the dark side of moon.

Ps. I jeszcze jedna rzecz, okładka. Zauważyliście, że jest na niej tęcza? :). Przypadek? 😉

Hipster jest smutny, bo usłyszał swoją ulubioną pisenkę w radio.

Jestem smutna bo moja ostatnio ulubiona piosenka reklamuje coś tam. Teraz wszyscy pomyślą, że słucham mainstreamowych piosenek z reklam i nie mam szans na bycie hipsterem. Niby można się było spodziewać, że tekst „sound & vision” jest wprost stworzony do reklamy telewizorów, komputerów czy tabletów, ale żeby po tylu latach?.

Oczywiście miałam o tym napisać wcześniej (wtedy byłabym trendsetterką 😉 ), ale po stanie bloga widać jak to z tym pisaniem jest. A ta reklama została moją szpilą pośpieszającą.

A tak na serio, to wróciłam do odsłuchiwania „Low” Davida Bowie’go i płyta podoba mi się coraz bardziej. Postanowiłam napisać o niej raz jeszcze, bo na pewno nikt z was nie pofatygował się żeby odsłuchać całość ;).

Co mnie w niej urzeka? Przede wszystkim =wahania nastroju, od niby radosnego do ciężko depresyjnego. Poza tym jest piosenka o moim ulubionym kolorze niebieskim :), wspominana we wcześniejszym wpisie „Warszawa” oraz na okładce plakat z filmu „The man who felt on earth”.

Z płyty pochodzą 2 single, ale tylko „Sound and vision” odniosła sukces na listach przebojów.

Czego posłuchamy?
ze strony A, świetny początek albumu.
David Bowie – „Speed of Life”

a teraz powód powstania posta – moje ulubione Sound and Vision (czyli reklamowy hit 😉 ):
David Bowie – „Sound and Vision”

dodajmy to do naszej listy kolorowych piosenek :).

Teraz druga singlowa piosenka. Długo zastanawiałam się czy wrzucić link z video, czy sam utwór. Klip nie sprawia przyjemności w oglądaniu, takiej jakiej można by się podziewać. Wręcz przeciwnie – video jest cierpkie i mocno niepokojące, dzięki temu piosenka staje się niezwykle emocjonalna, czuć w niej rozgoryczenie i rezygnację. Nie jest już taka radosna, jak po przesłuchaniu z płyty. Serio, to video mimo swojej prostoty robi ogromne wrażenie.
David Bowie – „Be My Wife”

Cała strona B to niezwykłe utwory instrumentalne (dziękujemy Brianie Eno 😉 ), pojawiają się tam tylko śpiewy w nieistniejącym języku (w „Warszawie”), które należy traktować raczej jako instrumenty niż wokale.
Strona B rozpoczyna się niesamowitym utworem „Warszawa” o którym już kiedyś pisałam.
Kolejny utwór ze strony B to nawiązujący do „Warszawy” „Art Decade” i jego posłuchamy na koniec. 🙂

David Bowie -„Art Decade”

Polecam całość, dobranoc.