Mordowanie kociąt

Dziś nie będzie nic ambitnego… za ciepło.
Na początek taka scenka z życia.

Właścicielowi zwiał piesek i ukrył się w jakimś kącie pod ławką. Trudno było go wyciągnąć siłą. To bardzo zirytowało pana właściciela, który najwyraźniej chciał już wracać z psem do domu. Ów pan postanowił zachęcić zwierzaka do wyjścia dobrym słowem. Noooo… prawie dobrym. Tak dokładnie… to dobrze brzmiącym słowem. To było coś w stylu „No choć tu ty s…, z… cię jak wyjdziesz ty ch… j… ” ALE. Powiedział to wszystko głosem tak słodkim, jakby prawił psiakowi najpiękniejsze zachęty do zabawy. I piesek dał się nabrać. Zamerdał ogonkiem i wesoło wybiegł spod ławki.

A czy my czasem nie dajemy się nabrać?
Postanowiłam poszukać piosenek, które robią z nas trochę takiego szczeniaka.
Nie znaliśmy przez tyle lat angielskiego, że być może nie zwracamy uwagi na słowa i w związku z tym mamy nabytą zlewkę na tekst.
Być może jest to błogosławieństwo. Bo choćby śpiewali o mordowaniu kociąt, to będziemy nucić i kiwać główką.

Na początek radosna, lekka piosenka w niewątpliwie letnim stylu. Wydaje się być o szczęściu, kwiatkach i słoneczku.
Tymczasem podmiot liryczny próbuje zniechęcić jakiegoś pana do ożenku i spokojnego życia. Podsumowując to mocnym przekazem: „Don’t marry her fuck me”

The Beautiful South – Dont Marry Her

Kolejna piosenka, która już długo chodzi mi po głowie to wpadający w ucho kawałek OMD – Enola Gay.
Sprawia wrażenie lekkiej i wesołej piosenki disco (tak, wiem że synthpop) zapewne o miłości niespełnionej. Nie do końca. Jej tekst ma antywojenne przesłanie. Enola Gay to nieoficjalna nazwa bombowca Boeing B-29 Superfortress, który w dniu 6 sierpnia 1945 roku zrzucił bombę atomową Little Boy na Hiroszimę.

Orchestral Manoeuvres in the Dark – Enola Gay

Kolejny jest utwór Le Moribond, wykonywany przez Jacques Brela

Jacques Brel – „Le Moribond”

Bohater piosenki ogłasza, że umiera, i jednocześnie w dosyć satyryczny sposób żegna wszystkich biorących udział w miłosnym zamieszaniu m.in. niewierną żonę i jej kochanka.
Tych pikantnych miłosnych koligacji pozbył się Terry Jacks w swojej angielskojęzycznej wersji.
Jego wykonanie jest radosne i wakacyjne, ale tekst jest poważnym pożegnaniem z bliskimi osobami. Bohater wspomina swoje życie i trochę mu ciężko umierać, gdy wokół kwitnie wiosna.

Terry Jacks – Seasons In The Sun

I tu dochodzimy do ciekawej części. Okazuje się, że autorzy polskich wersji zagranicznych hitów też nas trochę kłamali! A może sami dali się nabrać?

Najpierw radosna pieśń o tym, że nigdy nie pada w południowej Kalifornii.

Albert Hammond – It Never Rains In Southern California

Ta piosenka z radosną melodyjką opowiada historię człowieka który skuszony magią kariery w Kalifornii wsiadł do samolotu i poleciał szukać szczęścia. Niestety nie znalazł. Ot Broken Dreams. Tytuł jest zwodniczy, w kolejnych wersach dowiadujemy się, że w Kalifornii nie pada, tylko leje.

Trafiłam na polską wersję tej piosenki z 1975 roku.
Wydaje mi się, że polski tekst zatrzymał się na przesłaniu pierwszej zwrotki. Jest o tym, że w życiu trzeba szukać szczęścia i o nadziei, że gdzieś tam jest cudowna kraina. Choć autorzy dają znać, że dotrzeć do tego raju raczej nie można, a banany spadające z nieba zamiast rzeczonego deszczu wydają się dosyć podejrzane, to ogólnie przekaz jest bardziej radosny niż historia życia bohatera obcojęzycznego tekstu.

Nigdy deszcz nie pada ponoć w Kalifornii.

Podobnie rzecz się ma z polską „Dilajlą”. Tom Jones w cokolwiek podejrzanie radosny sposób śpiewa o tym jak to przyłapał swoją miłość na zdradzie, następnie pozbawił ją życia przy użyciu noża, a teraz czekając na przyjazd stróżów prawa prosi nieboszczkę o wybaczenie… tańcząc przy tym flamenco… w różowej koszuli. Mogłabym przysiąc, że widziałam wersję gdy miał koszulę z żabotem i tańczył bardziej niż na video poniżej.

Tom Jones-Delilah (Live)

Znalazłam dwie polskie wersje tej piosenki. W żadnej nie ma nic o mordowaniu, ale jest dużo o miłości odpowiednio niespełnionej i utraconej.
Ponieważ uważam, że polskie wersje są dużo słabsze, zwłaszcza tekstowo, to ograniczymy się do wersji Andrzeja Cierniewskiego w której występuje Andżelika, pudel, przystojny blond stalker i londyńska mgła. Ta wersja wyciąga z melodii jej cały biesiadny potencjał. Bujamy się i wszyscy: „Widzę Cię Dilajla!!!”

DELILAH. – Andrzej Cierniewski (z góry przepraszam za to video).

I co? Daliście się kiedyś tak nabrać?
Jeśli nie, to na koniec mam dla was wpadającą w ucho piosenkę o mordowaniu kociąt. Znalazłam ją tylko dlatego, że chciałam sprawdzić czy moja teza z początku posta może być prawdziwa.

Stephen Lynch – Kill A Kitten

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Mordowanie kociąt

  1. manipulacja i zwodzenie wydają się być nowymi, osobliwymi ‚wartościami’ w ostatnich latach. odpowiednio ubrane zaczynają nabierać innego wydźwięku. nie trzeba szukać nawet daleko: „socjotechnika” czy „marketing” mają jasno postawione cele, wiele zależy już tylko od osoby wykonującej zawód – czy ważne będzie sumienie czy efektywność – dokładnie tak w przypadku człowieka z początku Twojego wpisu..

    zdawało mi się, że znalazłem się tu zupełnie przypadkiem; teraz zaczynam w to wątpić. wnikliwy post, zresztą nie tylko ten jeden; czytać je to trochę jak słuchać Wojciecha Manna w ‚Trójce’..

    • Dzięki za miły komantarz!

      Myślę, że w muzyce rozrywkowej coraz bardziej chodzi o rozrywkę niskich lotów, dlatego z założenia nie zajmujemy się tekstem na tyle na ile powinniśmy. Ciekawym przykładem był ostatni występ Karoliny Czarneckiej na PPA z piosenką „Koka, hera, hasz”, która w niektórych rejonach internetu została wzięta za wesołą piosenkę o ćpaniu, bez jakiejkolwiek głębszej refleksji. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s