Botany Bay

W kwietniu roku 1770r. podczas swojej wyprawy morskiej, której jednym z celów było sprawdzenie, czy istnieje nieodkryty kontynent tzw. „Terra Australis Incognita” (łac. „Nieznany Południowy Ląd”), James Cook dotarł to wybrzeży Australii. Ekspedycja płynęła wzdłuż wybrzeża na północ. Po tygodniu podroży zatrzymali się się w zatoce wcinającej się w głąb lądu.  Miejsce zostało oznaczone jako odpowiednie dla przyszłego brytyjskiego osadnictwa. Zatokę nazwano Botaniczną.

Osiemnaście lat później do Zatoki Botanicznej dopłynęła Pierwsza Flota dowodzona przez kapitana Arthura Philipa, by założyć tu pierwszą kolonię karną. Podróżnicy nie pozostali jednak długo w zatoce. Okazało się, że nie jest ona takim rajskim zakątkiem, jakim opisywał ją James Cook. Było tu mało wody pitnej, a drzewa były niezwykle odporne na ścinanie, trzeba było używać prochu. Phillip popłyną niewiele dalej na północ, gdzie znalazł o wiele przyjaźniejszą dla osadnictwa zatokę, nazwaną później Port Jackson, nad nią leży dziś centrum Sydney.

Mimo krótkiego pobytu zesłańców w Zatoka Botanicznej, stała się ona metonimią zesłania do kolonii karnej na końcu świata.

W skład Pierwszej floty wchodziło prawie 1500 osób, w tym 579 więźniów i 183 więźniarki. W podróży, która trwała 252 dni urodziło się 12 dzieci. W ładowni transportowców wieziono narzędzia rolnicze, zwierzęta i ziarno zakupione w Kapsztadzie, ostatnim punkcie cywilizacji europejskiej jaki odwiedzili, oraz materiał na budowę domu dla gubernatora. Skazańcy i osadnicy musieli wybudować schronienie i zacząć uprawę roli na własną rękę. Przez pierwsze 40 lat Wielka Brytania traktowała Australię wyłącznie jako miejsce zsyłki więźniów, których do 1858 r. przewieziono ponad 160 tysięcy.

Przez ten czas australijskie kolonie karne na trwała wpisały się w folkowe piosenki Australii i reszty świata :), będąc tematem tzw. „convict/transportation songs” (piosenek o zesłańcach do kolonii karnych) i „bush ballads” (utworów o awanturnikach żyjących w buszu), oraz licznych szant :).

Piosenka która zwróciła moją uwagę na Zatokę Botaniczną, to znana z filmu „Nienawistna ósemka” Q. Tarantino „Jimi Jones at Botany Bay”.
Samą piosenkę datuje się na około 1830r, a pierwszy raz została opublikowana w 1907r. Opowiada historię Jimiego Jonesa, który zostaje skazany na dożywocie w kolonii karnej w Australii. Po drodze jego statek zostaje napadnięty przez piratów i Jimi żałuje, że załodze udaje się ich pokonać, ale snuje swój plan, żeby gdy dotrze do kompanii karnej ucieknie do buszu i przyłączy się do gangu Jacka Donahue.

Jim Jones at Botany Bay – Jennifer Jason Leigh (The Hateful Eight Soundtrack)

Ostatni wers tej piosenki zostaje zmieniony przez filmową Daisy (Jennifer Jason Leigh ) na taki, który rozwściecza Johna Rutha (Kurt Russell).
Z tą sceną wiąże się ciekawostka. Do filmu wypożyczono oryginalną XXw gitarę z The Martin Guitar Museum. Po zagraniu piosenki miało nastąpić cięcie i zabytkowa gitara miała zostać podmieniona na współczesną kopię, którą John Ruth (Kurt Russell) miał następnie rozwalić. Niestety o planowanym cięciu i podmianie nie poinformowano Kurta Russella, który nie czekając na cięcie rozwalił zabytkową gitarę. Reakcja Jennifer Jason Leigh jest więc niezwykle naturalna.

W tradycyjnej wersji, na końcu piosenki znajduje się nawiązanie do historycznej postaci – Jacka Donahue.
Jack, zwany Bold Jack Donahue urodził się w Irlandii, w 1825 został zesłany do kolonii Karnej z której zbiegł stając się jednym z pierwszych bushrangerów, zbiegów żyjących poza prawem i ukrywających się w buszu, członkiem gangu Wild Colonial Boys. Jednoczenie stał się inspiracją do powstania nowego gatunku muzycznego „bush ballads” i nurtu w literaturze oraz sztuce, opowiadających o życiu w buszu. W kulturze Jack Donahue był przedstawiany jako awanturnik lub czasem jako ktoś na kształt Robin Hooda :). Jedną z piosenek upamiętniającą tę postać jest „The Wild Colonial Boys”, niestety z czasem jak to w tradycyjnych piosenkach bywa, jego nazwisko uległo zatarciu i obecnie są wersje w których występuje jako John Donohoe, Jack Doolan, Jack Dowling, Jack Doogan czy Jim Doolan.

Znalazłam wersję tej tradycyjnej piosenki w wykonaniu Micka Jaggera. Nagranie pochodzi ze ścieżki dźwiękowej do filmu „Ned Kelly”, opowiadającym o gangu Kelly – bushrangerach napadających na banki. Mick Jagger zagrał w nim tytułową rolę.
Ned Kelly był synem złodzieja skazanego na zesłanie do kolonii karnej. Zasłynął noszeniem domowej roboty zbroi, która mogła go ochronić nawet przed kulami. Został schwytany i powieszony w 1880r, mimo licznych protestów i pisemnych petycji.

Mick Jagger „The Wild Colonial Boys”

Australijskie piosenki więzienne, często czerpią z brytyjskiej i irlandzkiej kultury. Tak samo jak w przypadku folkowych piosenek amerykańskich, tak i te australijskie powstały na bazie melodii przywiezionych przez przesiedleńców z ich ojczyzn. I tak Jim Jones powstał na bazie melodii z irlandzkiej piosenki „Skibbereen” w której ojciec opowiada synowi dlaczego opuścił swoją rodzinną miejscowość i ojczyznę.

Sinead O’Connor „Skibbereen”

Piosenki o skazańcach i zatoce botanicznej, to nie tylko stare utwory folkowe. Są szanty, które opowiadają o marynarzach czy piratach z Botany Bay. Nazwa Zatoki Botanicznej jako synonim australijskiej kolonii karnej pojawia się w irlandzkiej piosence „The Fields of Athenry” z 1970r, opowiadającej o irlandczyku, który podczas klęski głodu w Irlandii w połowie XIX został skazany na zsyłkę do kolonii karnej za kradzież jedzenia dla swojej głodującej rodziny. Piosenka stała się hymnem irlandzkich fanów piłki nożnej. Na koniec mam jeszcze polską piosenkę o Pierwszej Flocie, napisaną przez Jacka Kaczmarskiego.

Jacek Kaczmarski – 1788r.

Świntuszenie (18+) ;)

Pamiętacie post o tym że nie wnikamy w tekst piosenek i jakie to nam robi psikusy? Pewnie nie, bo było to ponad rok temu. W skrócie chodziło mi o coś jak w tej śmiesznej reklamie znanej z zamierzchłego internetu, kiedy to YouTube był na płytkach CD.

Szczyt to sytuacja w której nawet śpiewający piosenkę nie wie o czym śpiewa. I nie, że trudne filozoficzne teksty, chodzi mi o świntuszenie pełną gębą… w sumie dosłownie. Dziś będzie piosenka „świnia”, którą podłożył młodej piosenkarce stylu „ye-ye”, dobrze wszystkim znany Serge Gainsbourg.

Kiedy w latach sześćdziesiątych we Francji pojawiła się młodzieżowa gwiazdka – szesnastoletnia France Gall, piosenki pisał dla niej tato oraz wielu czołowych artystów francuskiej piosenki. Autorem jej drugiego singla był Searge Gainsburg, który napisał dla niej jeszcze sporo fajnych piosenek, a potem podłożył świnię. Ale jak to się mawiało w latach 90. – nie uprzedzajmy faktów.

France Gall – N’écoute pas les idoles (1964)

W 1965r. France nagrała utwór dla dzieci i nie ukrywam, że umieszczam go tu tylko po to, żeby kontrastem podkręcić dramatyzm całej sytuacji.
Piosenka jest o tym, że dzieci nie lubią szkoły i gdyby nie przeklęty Karol Wielki, to nie musiały by tam chodzić.

France Gall – Sacré Charlemagne

W tym samym roku France Gall wygrała konkurs Eurowizji, reprezentując Luxemburg i śpiewając piosenkę Serge’a o tym, że jest lalką z trocin. Trochę WTF, ale to jeszcze nie jest ta świnia. Piosenka jest niezwykłej urody. Tekst można sprawdzić na tekstowo.pl

France Gall – Poupee De Cire, Poupee De Son (1965)

A teraz świnia.
W 1966r France nagrała kolejną piosenkę napisaną przez Serge’a.
Posłuchamy jej 2 razy. Najpierw grzeczniejsza wersja:

Les Sucettes / France Gall

O czym śpiewa France Gall? Ogólnie to o Annie, która lubiła lizaki.
Tekst jest napisany bardzo prostym językiem, wpadająca w ucho melodia jest w stylu młodej Natalii Kukulskiej (tak, słuchałam w dzieciństwie i mi się skojarzyło). Tylko klip jakiś taki biedny i mało dziecięcy. Fragment tekstu poniżej.

„Annie uwielbia lizaki
Anyżkowe lizaki
Anyżkowe lizaki
(należące do) Annie
Całują ją
Anyżowo.
Gdy cukierek
O smaku anyżowym
Przemierza gardło Annie
Ona jest w niebie
Za kilka pensów, Annie
Ma swoje anyżkowe lizaki
Mają kolor jej wielkich oczu
Barwę szczęśliwych dni”

(tłumaczenie: tekstowo.pl by MissFortune całość tutaj )

I wszystko byłoby bardzo fajnie, ale tak naprawdę, to jest piosenka o seksie oralnym.
I jak zobaczycie ten teledysk, to już nie będziecie mieć wątpliwości co do rodzaju lizaków które lubiła Annie.
Proszę:
Les Sucettes / France Gall (1966)

Serge choć bardzo utalentowany, był bardzo niegrzecznym chłopcem.
France nie wiedziała o czym tak naprawdę śpiewa, choć wiedzieli wszyscy wokół. Serge doskonale zdawał sobie z tego sprawę, ale traktował ją chyba jak lolitę i postanowił trochę się zabawić jej kosztem. Dziewczyna dowiedziała się po fakcie (niektóre źródła twierdzą, że w Japonii inne, że w trakcie nagrywania teledysku) i ogromnie to przeżyła. I takie rzeczy działy się we Francji w czasach kiedy nasi rodzice chodzili do szkoły. 😉 Chowajcie się wyuzdane nastolatki na sprzęcie do wyburzania!
Serge miał chyba z całej sytuacji niezły ubaw, co można zobaczyć na późniejszych nagraniach. Wypowiedzi artystów o całej sytuacji można zobaczyć w tym video:

Czy u nas też się zdarzało? Do głowy przychodzi mi tylko piosenka „Tango Zalotne Przeleć Mnie” Alibabek. Podobno miało to związek z promocją LOT-u.
Ponoć nie wszystkie dziewczyny z zespołu zdawały sobie sprawę z dwuznaczności tekstu – tak słyszałam kiedyś w wywiadzie – ale może kokietowały.

„Tango Zalotne Przeleć Mnie” Alibabki

Na koniec jeszcze 2 piosenki:
Jedna z najbardziej znanych późniejszych piosenek France Gall:

France Gall – Ella, elle l’a

I na koniec piosenka Serge’a z 1964r w którym wykorzystany jest śmiech France Gall:

Serge Gainsbourg et France Gall Pauvre Lola

Jeśli znacie jakieś inne świńskie piosenki, to dajcie znać. 🙂

Czy wierzyć bogom?

Miałam tego tematu nie poruszać, bo podobno się TYCH rzeczy nie rusza, jeśli nie śmierdzą. ALE trafiłam na artykuł o tym, że będzie proces, i teraz już możemy się wesoło taplać w tym błotku.

Z tego co zauważyłam, muzyka rockowa i popularna dużo czerpała z muzyki folkowej, tradycyjnej muzyki bluesowej i kościelnej (gospel). Problemem tych piosenek były prawa autorskie. Pisałam już o tym w Słodko-Gorzkiej historii oraz przy okazji piosenek Leadbelly’ego. Niezwykle popularne było też nagrywanie własnych wersji utworów innych autorów, niekiedy coverów 2-3 letnich piosenek, jak w przypadku pierwszych singli The Rolling Stones.

W przypadku Led Zeppelin inspiracji i zaczerpnięć z piosenek tradycyjnych, ludowych i starych utworów bluesowych jest mnóstwo i pewnie wpisy o tym jeszcze się tu pokażą.
Ale dziś, takie piosenki, które skończyły się spawami sądowymi.
Być może Led Zeppelin mają luźne podejście do praw autorskich. Jak mówiła kiedyś Tori Amos, dostała błogosławieństwo Led Zeppelinów co do ściągania z ich twórczości.

To najpierw najświeższy pozew dotyczący niby tylko riffu, ale bardzo ważnego riffu. Szczegóły można doczytać w artykule w RS. A w skrócie: Piosenka została nagrana w listopadzie 1967r przez Randy’ego Californię. Riff z piosenki został pożyczony przez Jimmy Page’a do Schodów do nieba. Nie bardzo można mówić o przypadku, bo Led Zeppelin supportowali Spirit na swojej pierwszej amerykańskiej trasie. I podczas tej trasy grany był Taurus.

Spirit – Taurus

Trochę inna jest sprawa z Babe I’m gonna leave you. Piosenka napisana została przez Anne Brendon w latach 50-tych. Piosenkę wykonywała Jean Baez i od niej przeszła do repertuaru Led Zeppelin. Podobno gdzieś ktoś uznał, że to melodia tradycyjna, ale pani Anne wytoczyła proces i teraz pojawia się jako współautor. Nie znalazłam wersji Jean Baez, ale będzie smutna wersja Barbary Muller.

Babe I’m Gonna Leave You, Barbara Muller, Double Premier 1964

A teraz najsmutniejsza historia – utwór piosenkarza folkowego Jake’a Holmesa z jego debiutanckiej płyty „The Above Ground Sound of Jake Holmes”, wydanej w czerwcu 1967. w sierpniu 1967r, Holmes supportował The Yardbirds na koncercie w Nowym Yorku. Tam właśnie, jak powiedział Holmes, utwór wpadł w kochające ramiona i dłonie Jimmiego Page’a. Piosenka była grana na koncertach przez zespół Yardbirds, a następnie przez nowy zespół Page’a Led Zeppelin. Ukazała się na płycie Led Zeppelin (I) – 1969 i jako autor figuruje Page.

Holmes zgłosił sprawę w sądzie dopiero w 2010r, w 2012r sąd odrzucił pozew.
Wcześniej w latach osiemdziesiątych napisał do Page’a list w sprawie praw autorskich do piosenki. Jednak nie doczekał się odpowiedzi.

Jake Holmes – Dazed and Confused

Black Waterside to tradycyjna piosenka ludowa pochodząca z Irlandii. W latach 60tych zyskała popularność dzięki modzie na wykonawców folkowych. W 1965 r Anne Briggs pokazała utwór Bertowi Janschowi. Na koncerty Janscha chodził Al Stewart, któremu przy nagrywaniu pierwszej płyty jako muzyk sesyjny towarzyszył Jimmi Page. Al nauczył go w przerwie w pracy nad płytą piosenki Black Waterside w wersji Janscha. Black Mountain Side jako piosenka akustyczna pojawiła się na debiutanckiej płycie Led Zeppelin. Ponieważ piosenka była melodią tradycyjną, Janschowi nie udało się udowodnić plagiatu.

Bert Jansch – Black Waterside

Żeby zobaczyć wkład Janscha w brzmienie utworu, warto posłuchać wersji Anne Briggs, chyba bliższej oryginalnym, tradycyjnym wykonaniom.

Anne Briggs – Blackwaterside

I co teraz? Okazuje się, że bogowie mogą prawie wszystko :).
I że kraść to trzeba umieć.
Dobrym podsumowaniem będzie tu cytat z Pablo Picasso Banksy’ego

banksy_ahisgett

Jeśli ktoś zawiera pakt z diabłem (o co zwykło się podejrzewać pana Page’a), to chyba nie oczekuje od niego legalnego stuffu? A biorąc pod uwagę styl życia gwiazd rocka, zakładam, że nie pamiętają połowy lat siedemdziesiątych, a co dopiero to, skąd znają melodyjki ;).
A tak serio. Można mieć żal do chłopaków z Led Zeppelin, o słabe zagrania w kwestii praw autorskich. Ale chyba nikt nie chciałby, żeby muzykę popularną ominęły ich wersje tych utworów.

Za każdym razem, gdy włączam piosenkę Led Zeppelin to sobie myślę „Cholera, ależ to jest świetnie zrobione”, choć może powinnam pomyśleć „O NIE! Ależ to jest plagiat! Nie będę tego słuchać! Kasuję konto!!!”

Zróbmy test. Posłuchajcie i dajcie znać co pomyśleliście.

Stairway to heaven
https://youtu.be/oW_7XBrDBAA”

Babe I’m gonna leave you

Dazed and Confused

Black Mountain Side

Mordowanie kociąt

Dziś nie będzie nic ambitnego… za ciepło.
Na początek taka scenka z życia.

Właścicielowi zwiał piesek i ukrył się w jakimś kącie pod ławką. Trudno było go wyciągnąć siłą. To bardzo zirytowało pana właściciela, który najwyraźniej chciał już wracać z psem do domu. Ów pan postanowił zachęcić zwierzaka do wyjścia dobrym słowem. Noooo… prawie dobrym. Tak dokładnie… to dobrze brzmiącym słowem. To było coś w stylu „No choć tu ty s…, z… cię jak wyjdziesz ty ch… j… ” ALE. Powiedział to wszystko głosem tak słodkim, jakby prawił psiakowi najpiękniejsze zachęty do zabawy. I piesek dał się nabrać. Zamerdał ogonkiem i wesoło wybiegł spod ławki.

A czy my czasem nie dajemy się nabrać?
Postanowiłam poszukać piosenek, które robią z nas trochę takiego szczeniaka.
Nie znaliśmy przez tyle lat angielskiego, że być może nie zwracamy uwagi na słowa i w związku z tym mamy nabytą zlewkę na tekst.
Być może jest to błogosławieństwo. Bo choćby śpiewali o mordowaniu kociąt, to będziemy nucić i kiwać główką.

Na początek radosna, lekka piosenka w niewątpliwie letnim stylu. Wydaje się być o szczęściu, kwiatkach i słoneczku.
Tymczasem podmiot liryczny próbuje zniechęcić jakiegoś pana do ożenku i spokojnego życia. Podsumowując to mocnym przekazem: „Don’t marry her fuck me”

The Beautiful South – Dont Marry Her

Kolejna piosenka, która już długo chodzi mi po głowie to wpadający w ucho kawałek OMD – Enola Gay.
Sprawia wrażenie lekkiej i wesołej piosenki disco (tak, wiem że synthpop) zapewne o miłości niespełnionej. Nie do końca. Jej tekst ma antywojenne przesłanie. Enola Gay to nieoficjalna nazwa bombowca Boeing B-29 Superfortress, który w dniu 6 sierpnia 1945 roku zrzucił bombę atomową Little Boy na Hiroszimę.

Orchestral Manoeuvres in the Dark – Enola Gay

Kolejny jest utwór Le Moribond, wykonywany przez Jacques Brela

Jacques Brel – „Le Moribond”

Bohater piosenki ogłasza, że umiera, i jednocześnie w dosyć satyryczny sposób żegna wszystkich biorących udział w miłosnym zamieszaniu m.in. niewierną żonę i jej kochanka.
Tych pikantnych miłosnych koligacji pozbył się Terry Jacks w swojej angielskojęzycznej wersji.
Jego wykonanie jest radosne i wakacyjne, ale tekst jest poważnym pożegnaniem z bliskimi osobami. Bohater wspomina swoje życie i trochę mu ciężko umierać, gdy wokół kwitnie wiosna.

Terry Jacks – Seasons In The Sun

I tu dochodzimy do ciekawej części. Okazuje się, że autorzy polskich wersji zagranicznych hitów też nas trochę kłamali! A może sami dali się nabrać?

Najpierw radosna pieśń o tym, że nigdy nie pada w południowej Kalifornii.

Albert Hammond – It Never Rains In Southern California

Ta piosenka z radosną melodyjką opowiada historię człowieka który skuszony magią kariery w Kalifornii wsiadł do samolotu i poleciał szukać szczęścia. Niestety nie znalazł. Ot Broken Dreams. Tytuł jest zwodniczy, w kolejnych wersach dowiadujemy się, że w Kalifornii nie pada, tylko leje.

Trafiłam na polską wersję tej piosenki z 1975 roku.
Wydaje mi się, że polski tekst zatrzymał się na przesłaniu pierwszej zwrotki. Jest o tym, że w życiu trzeba szukać szczęścia i o nadziei, że gdzieś tam jest cudowna kraina. Choć autorzy dają znać, że dotrzeć do tego raju raczej nie można, a banany spadające z nieba zamiast rzeczonego deszczu wydają się dosyć podejrzane, to ogólnie przekaz jest bardziej radosny niż historia życia bohatera obcojęzycznego tekstu.

Nigdy deszcz nie pada ponoć w Kalifornii.

Podobnie rzecz się ma z polską „Dilajlą”. Tom Jones w cokolwiek podejrzanie radosny sposób śpiewa o tym jak to przyłapał swoją miłość na zdradzie, następnie pozbawił ją życia przy użyciu noża, a teraz czekając na przyjazd stróżów prawa prosi nieboszczkę o wybaczenie… tańcząc przy tym flamenco… w różowej koszuli. Mogłabym przysiąc, że widziałam wersję gdy miał koszulę z żabotem i tańczył bardziej niż na video poniżej.

Tom Jones-Delilah (Live)

Znalazłam dwie polskie wersje tej piosenki. W żadnej nie ma nic o mordowaniu, ale jest dużo o miłości odpowiednio niespełnionej i utraconej.
Ponieważ uważam, że polskie wersje są dużo słabsze, zwłaszcza tekstowo, to ograniczymy się do wersji Andrzeja Cierniewskiego w której występuje Andżelika, pudel, przystojny blond stalker i londyńska mgła. Ta wersja wyciąga z melodii jej cały biesiadny potencjał. Bujamy się i wszyscy: „Widzę Cię Dilajla!!!”

DELILAH. – Andrzej Cierniewski (z góry przepraszam za to video).

I co? Daliście się kiedyś tak nabrać?
Jeśli nie, to na koniec mam dla was wpadającą w ucho piosenkę o mordowaniu kociąt. Znalazłam ją tylko dlatego, że chciałam sprawdzić czy moja teza z początku posta może być prawdziwa.

Stephen Lynch – Kill A Kitten