Pieniążek dla Charona

Uch…chwilkę mnie tu nie było. Obsuwa spowodowana jest przez nawał pracy, spowodowany wyjazdem.

Udało mi się spędzić weekend w Amsterdamie, głównie stojąc przed kolejnymi obrazami w kolejnych muzeach. Z moich wyliczeń wynika że w sumie na gapienie się w obrazy i rzeczy z malarstwem związane upłynęło mi ok 11 godzin w ciągu 2 dni.

Natomiast, żeby nie było, że cały wyjazd zupełnie nie wyjdzie na dobre blogowi muzyczemu to dziś bedzie temat zgapiony haniebnie z wystawy malarstwa, a jednoczesnie pierwszy wpis związany z muzyką poważną!

Do rzeczy!
Udało mi się obejrzeć niezwykłą wystawę malarstwa symbolistów pt.”Dreams of nature. Symbolism from Van Gogh to Kandinsky”. Wystawa podzielona była na kilka tematów i oprócz malarstwa, można było zapoznać się z MUZYKĄ! Dla której inspiracją były prezentowane obrazy.

I z tej właśnie wystawy ściągnęłam dzisiejszy temat.

Wyspa umarłych to obraz Arnolda Böcklina, szwajcarskiego symbolisty. Powstało 5 wersji tego obrazu, tą poniższą mogłam zobaczyć w Muzeum van Gogha w Amsterdamie.

Isle of the Dead
Zachęcam również do obejrzenia dużej werji Tutaj

O obrazie więcej można poczytać tu: wikipedia: Isle of Dead – tekst po angielsku

W 1907r. obraz zainspirował Siergieja Rachmaninowa do stworzenia muzycznego poematu: Isle of the Dead, Op. 29. Nie znam się na muzyce klasycznej, czasem lubię jej słuchać. Wiem co mi się podoba, a co nie.
A to czego zaraz posłuchamy podoba mi się nieprawdopodobnie.

To była kolejna odsłona cyklu niepokojących piosenek. Dobranoc

Reklamy

słodko-gorzka historia

Dziś muzyczne wykopki czyli piosenki powiązane wielokrotnie.

W roku 1965 The Rolling Stones, a dokładnie tandem Jagger/Richards napisali hicior pod tytułem „The Last Time”. (ciekawostka: Podobno jako muzyk sesyjny w nagraniu brał udział Jimmy Page). Był to trzeci singiel zespołu na pierwszym miejscu w brytyjskich listach przebojów. Miał to być również pierwszy autorski kawałek na szczycie. Poprzednie single nagrodzone jedynkami, nie były kompozycjami Stonesów.

Posłuchajmy:
The Rolling Stones – The Last Time

Jednak z tym autorstwem to nie do końca tak. Dziesięć lat wcześniej w 1955r. amerykański zespół gospel The Staple Singers, nagrał swoją interpretacje tradycyjnego utworu gospel „This May be the Last Time”. Na tej interpretacji oparli się Richards i Jagger tworząc swoją wersję piosenki. (Trzeba zaznaczyć, że The Staple Singers nic na tym nie zyskali, bo nie był to ich utwór, ale piosenka tradycyjna.) Nie jest to nic niezwykłego, proponowanie nowych wersji tradycyjnych, religijnych czy folkowych utworów jest/było znanym zjawiskiem (czeka artykuł o tym ;)).

The Staple Singers – This May be the Last Time

Ale to jeszcze nie koniec historyjki.
W roku 1966 ukazała się album „The Rolling Stones Songbook” – The Andrew Oldham Orchestra. Nie była to tak naprawdę orkiestra, ale multi-instrumentalny projekt menadżera Stonesów Andrew Loog Oldhama.
Na płycie pojawiła się świetna wersja „The Last Time”. Jestem pełna podziwu dla pomysłu na aranżację tego kawałka. To jest ge-nia-lny utwór.
Dziś Wersja Oldhama kojarzy się z zupełnie innym utworem.:) Ale o tym za chwilę.

The Andrew Oldham Orchestra – „The Last Time”

W 1997 roku angielski zespół The Verve grający rocka alternatywnego, nagrał swój największy przebój piosenkę „Bitter Sweet Symphony”. W piosence posłużono się samplem z utworu „The Last Time” w wykonaniu The Andrew Oldham Orchestra. Lider Richard Ashcroft napisał swój tekst i dodał ciekawą melodię. W utworze jednak główną rolę grają sample. Utwór wyszedł niesamowity.

The Verve – „Bitter Sweet Symphony” (w teledysku ulicą idzie brzydal-Ashcroft)

Historia nie kończy się jak zbyt dobrze. Mimo iż „The Verve” starało się o legalne wykorzystanie sampla, to doszło do odebrania zespołowi praw autorskich do utworu. Argumentowano to zbyt obszernym wykorzystaniem, szerszym niż pozwalała na to licencja. Jako autorzy piosenki zaczęli figurować Jagger i Richards (Mimo że słowa napisał Ashcroft – cóż twarde negocjacje). Oczywiście -żeby nie było-, procesowała się wytwórnia, która jest właścicielem praw majątkowych do piosenek Stonesów z lat 60.
Również Andrew Oldham pozwał zespół.

Może historia byłaby szczęśliwsza gdyby nie wytwórnie i prawnicy. A tak to jest słodko-gorzka historia. 🙂
Co nie zmienia faktu, że cały proces ewolucji tych melodii jest bardzo ciekawy i dał w finale zestaw naprawdę dobrych utworów. Podobno The Verve nie żałują i grali/grają tę piosenkę na koncertach. I dobrze, bo to świetny kawałek. Został umieszczony w mnóstwie zestawień najlepszych utworów i innych szmerów bajerów.
A że dziś wersja Oldhama bardziej kojarzy się z The Verve niż z The Rolling Stones. Cóż, bywa i to często gęsto. 🙂

Na koniec akustyczna wersja „Bitter Sweet Symphony” w wykonaniu Richarda Ashcrofta (czyli w sumie to, co napisał sam).

PS. Już niebawem kolejne muzyczne wykopki ;).

Bowie 1

Dziś piosenka z historią i swojsko brzmiącym tytułem „Warszawa” Davida Bowiego.
Pana Bowiego bardzo cenię, choć nie wszystkie jego dokonania są mi po drodze.

Warszawa ukazała sie na płycie „Low” z 1977r. Jej współautorem jest Brian Eno.
Piosenka powstała jakiś czas po chwilowej wizycie Bowiego w Warszawie. Podczas podróży pociągiem (powrót z podróży koleją transsyberyjską), a dokładnie podczas chwilowego postoju w Warszawie, pan Bowie wybrał się na krótki spacer podczas którego kupił kilka płyt.
Podobno Warszawa nie zrobiła na Bowie’m wrażenia radosnego miejsca i jeśli piosenka ma odzwierciedlać spacer po smutnym mieście to, to akurat słychać. Później słychać, że Bowie kupił płytę z fajną muzą. Serio.
Tak dokładnie to kupił płytę zespołu Śląsk. 🙂 Widocznie zainspirował się tą muzyką, bo w „Warszawie” słychać dosyć wyraźnie wpływ utworu „Helokanie”. Ciekawe czy Bowie wiedział, że akurat ten kawałek nie jest polską muzyką ludową, ale kompozycją inspirowaną takimi utworami (a dokładnie nawoływaniem w górach), autorstwa Stanisława Hadyny. Bowie użył wymyślonego tekstu zaśpiewanego w nieistniejącym języku.

Utwór „Warszawa” inspirował wielu muzyków, pierwsza nazwa znanego 🙂 zespołu Joy Division – „Warsaw” pochodziła od tej właśnie piosenki.

Na okładce płyty „Low” Bowie ma świetną fryzurę. Zdjęcie/grafika to plakat promujący film „The Man Who Fell to Earth” z 1976r. w którym zagrał Bowie.

Utwór jest GE-NIA-LNY, słuchamy:

Warszawa – Dawid Bowie

A teraz utwór zespołu Śląsk:

Helokanie – Śląsk (uwaga! cicho nagrane)

A! Miałam wspomnieć jeszcze o Brianie Eno.
Kto zna jakiś jego kawałek? Na początek ten z największą ilością odtworzeń 😉

Alice

Alicja w krainie czarów.

Dziś sporo. Bo trochę ominął mnie poprzedni tydzień i oto mieliśmy pierwsze niewywiązanie się z tytułu. Ale czas najwyższy wziąć się do roboty. W końcu ile można słuchać Dire Straits.

Dziś wpis zastępczy – miała pojawić się recenzja płyty, ale jeszcze się obsłuchuję.

Polecimy więc Alicją.
Do Alicji w krainie czarów nawiązań jest sporo, a na początek pewne dziwadełko:
Remiks piosenek/textów/kadrów z Disney’owskiej „Alicji w krainie czarów” – autorstwa Pogo, Australijskiego muzyka. Video wrzucone na YouTube dorobiło się mnóstwa widzów(w tym mnie). Może nie nadaje się do słuchania non-stop, ale to bardzo ciekawy kwiatek (a najfajniejsze są te skaczące bratki i mak na perkusji z ostu).
Pogo Alice.

Tom Petty and the Heartbreakers i David A. Stewart (Eurythmics) zmontowali taki kawałek. O ile aranżacja piosenki wydaje mi się starawa i trochę za mocno słychać tam lata 80-te, to sama melodia jest bardzo fajna.
W temacie jest tu teledysk osadzony w Krainie Czarów. David Stewart jako Gąsienica i Tom Petty jako przerażająco szalony „Szalony Kapelusznik” śpiewający do Alicji: „Don’t Come Around Here No More” – SZAŁ.
Teledysk dostał nagrodę MTV Video Music Awards w kategorii Best Special Effects w roku 1985.
Tom Petty and the Heartbreakers – Don’t Come Around Here No More

To teraz superklasyk: Jefferson Airplane – White Rabbit.
Piosenka oparta o motywy Alicji w Krainie Czarów, a o czym jest tak to wszyscy wiedzą.
A jak nie wiedzą to muszą poczytać tekst, albo jeszcze lepiej pooglądać „Fear and loathing in Las Vegas” Terrego Gilliama z łysym Johnnym Deppem.

Jefferson Airplane – White Rabbit (i video oparte na wspomnianym filmie)

I nie obejdzie się tu bez Danny’ego Elfmana i ścieżki otwierającej soundtrack do „Alicji w krainie czarów” Tima Burtona.

uff… to tyle na dziś. 🙂