Czy wierzyć bogom?

Miałam tego tematu nie poruszać, bo podobno się TYCH rzeczy nie rusza, jeśli nie śmierdzą. ALE trafiłam na artykuł o tym, że będzie proces, i teraz już możemy się wesoło taplać w tym błotku.

Z tego co zauważyłam, muzyka rockowa i popularna dużo czerpała z muzyki folkowej, tradycyjnej muzyki bluesowej i kościelnej (gospel). Problemem tych piosenek były prawa autorskie. Pisałam już o tym w Słodko-Gorzkiej historii oraz przy okazji piosenek Leadbelly’ego. Niezwykle popularne było też nagrywanie własnych wersji utworów innych autorów, niekiedy coverów 2-3 letnich piosenek, jak w przypadku pierwszych singli The Rolling Stones.

W przypadku Led Zeppelin inspiracji i zaczerpnięć z piosenek tradycyjnych, ludowych i starych utworów bluesowych jest mnóstwo i pewnie wpisy o tym jeszcze się tu pokażą.
Ale dziś, takie piosenki, które skończyły się spawami sądowymi.
Być może Led Zeppelin mają luźne podejście do praw autorskich. Jak mówiła kiedyś Tori Amos, dostała błogosławieństwo Led Zeppelinów co do ściągania z ich twórczości.

To najpierw najświeższy pozew dotyczący niby tylko riffu, ale bardzo ważnego riffu. Szczegóły można doczytać w artykule w RS. A w skrócie: Piosenka została nagrana w listopadzie 1967r przez Randy’ego Californię. Riff z piosenki został pożyczony przez Jimmy Page’a do Schodów do nieba. Nie bardzo można mówić o przypadku, bo Led Zeppelin supportowali Spirit na swojej pierwszej amerykańskiej trasie. I podczas tej trasy grany był Taurus.

Spirit – Taurus

Trochę inna jest sprawa z Babe I’m gonna leave you. Piosenka napisana została przez Anne Brendon w latach 50-tych. Piosenkę wykonywała Jean Baez i od niej przeszła do repertuaru Led Zeppelin. Podobno gdzieś ktoś uznał, że to melodia tradycyjna, ale pani Anne wytoczyła proces i teraz pojawia się jako współautor. Nie znalazłam wersji Jean Baez, ale będzie smutna wersja Barbary Muller.

Babe I’m Gonna Leave You, Barbara Muller, Double Premier 1964

A teraz najsmutniejsza historia – utwór piosenkarza folkowego Jake’a Holmesa z jego debiutanckiej płyty „The Above Ground Sound of Jake Holmes”, wydanej w czerwcu 1967. w sierpniu 1967r, Holmes supportował The Yardbirds na koncercie w Nowym Yorku. Tam właśnie, jak powiedział Holmes, utwór wpadł w kochające ramiona i dłonie Jimmiego Page’a. Piosenka była grana na koncertach przez zespół Yardbirds, a następnie przez nowy zespół Page’a Led Zeppelin. Ukazała się na płycie Led Zeppelin (I) – 1969 i jako autor figuruje Page.

Holmes zgłosił sprawę w sądzie dopiero w 2010r, w 2012r sąd odrzucił pozew.
Wcześniej w latach osiemdziesiątych napisał do Page’a list w sprawie praw autorskich do piosenki. Jednak nie doczekał się odpowiedzi.

Jake Holmes – Dazed and Confused

Black Waterside to tradycyjna piosenka ludowa pochodząca z Irlandii. W latach 60tych zyskała popularność dzięki modzie na wykonawców folkowych. W 1965 r Anne Briggs pokazała utwór Bertowi Janschowi. Na koncerty Janscha chodził Al Stewart, któremu przy nagrywaniu pierwszej płyty jako muzyk sesyjny towarzyszył Jimmi Page. Al nauczył go w przerwie w pracy nad płytą piosenki Black Waterside w wersji Janscha. Black Mountain Side jako piosenka akustyczna pojawiła się na debiutanckiej płycie Led Zeppelin. Ponieważ piosenka była melodią tradycyjną, Janschowi nie udało się udowodnić plagiatu.

Bert Jansch – Black Waterside

Żeby zobaczyć wkład Janscha w brzmienie utworu, warto posłuchać wersji Anne Briggs, chyba bliższej oryginalnym, tradycyjnym wykonaniom.

Anne Briggs – Blackwaterside

I co teraz? Okazuje się, że bogowie mogą prawie wszystko :).
I że kraść to trzeba umieć.
Dobrym podsumowaniem będzie tu cytat z Pablo Picasso Banksy’ego

banksy_ahisgett

Jeśli ktoś zawiera pakt z diabłem (o co zwykło się podejrzewać pana Page’a), to chyba nie oczekuje od niego legalnego stuffu? A biorąc pod uwagę styl życia gwiazd rocka, zakładam, że nie pamiętają połowy lat siedemdziesiątych, a co dopiero to, skąd znają melodyjki ;).
A tak serio. Można mieć żal do chłopaków z Led Zeppelin, o słabe zagrania w kwestii praw autorskich. Ale chyba nikt nie chciałby, żeby muzykę popularną ominęły ich wersje tych utworów.

Za każdym razem, gdy włączam piosenkę Led Zeppelin to sobie myślę „Cholera, ależ to jest świetnie zrobione”, choć może powinnam pomyśleć „O NIE! Ależ to jest plagiat! Nie będę tego słuchać! Kasuję konto!!!”

Zróbmy test. Posłuchajcie i dajcie znać co pomyśleliście.

Stairway to heaven
https://youtu.be/oW_7XBrDBAA”

Babe I’m gonna leave you

Dazed and Confused

Black Mountain Side

Reklamy

There is no turning back – no

Podobno nie ma prowrotów. Pewnie tak jest. Chociaż istnieją sytuacje, kiedy można trochę odwrócić głowę i spojrzeć wstecz, albo chociaż w lusterko. Dziś jest taka sytuacja gdy próbuje zawrócić na autostradzie choć wiadomo, że nie można. …Ale dziś mamy pętelkę.

Trochę wyjaśnienia, bo przecież na blogu w najlepsze taplam się w przeszłości, więc skąd ten durny, metaforyczny wstęp? Otóż pomysł na bloga wziął się z rozmów z moją siostrą. Co tydzień pytała mnie o „piosenkę tygodnia” i ja wynajdywałam coś i podsyłałam, zarysowując przy tym zachęcającą historyjkę.
Po kilku tygodniach takiej zabawy pomyślałam, że fajnie byłoby to gdzieś zapisywać, albo archiwizować i tak powstało to dziwaczne miejsce.
Jednym z ostatnich „utworów tygodnia” z przed bloga był utwór Roberta Planta „Big Log”. Gdy założyłam bloga, zastanawiałam się czy wrzucić to co polecałam siostrze wcześniej, ale doszłam do wniosku, że skoro to ma być kontynuacja to nie mogę się cofać. No bo przecież: There is no turning back, no.

Ale zdarzyła się pętelka.
Kawałek wpadł mi w tym tygodniu w ucho, pewnie leciał w radio czy coś. I znów śpiewam go jak głupia, tańcząc po pokoju. A najlepsze jest to, że tym razem mogę o nim śmiało napisać, bo moja siostra o nim zapomniała, więc śmiało mogę znów przypominać :D. How cool is that?!

Ten wielki hicior Roberta Planta jest z płyty „The Principle of Moments” i właśnie stuknęła mu trzydziestka. Zupełnie tak jak mi.

żeby nie było tak pusto, to jeszcze kolejny solowy hit pana Planta.
Ma tu dużo lepszą fryzurę, a piosenka jest świetna do tańca :). 29 Palms to miejscowość na pustyni w stanie Kalifornia, a ta pani o której śpiewa pan Robert to ponoć Alannah Myles.

29 Palms z płyty Fate of Nations z 1993r. W tym roku stuknęła jej dwudziestka. Zupełnie jak mojej siostrze.

Żeby nie było tak kolorowo to na deser coś czarnego – hit pani Alannah Myles z 1989/1990, który zapewne uwodził przez radio nie tylko Roberta Planta ;).

Alannah Myles – Black Velvet (to chyba wersja amerykańska z 1990r., bo na youtube można odnaleźć wersję wcześniejszą z łagodniejszym wokalem) uwielbiam głos tej pani :).

Tyle na dziś. Cześć.

Celebration Day

Oto mamy setny post. Hura.

Z tej okazji Led Zeppelin wydał DVD. Kto by pomyślał?! Dzięki chłopaki!

Led Zeppelin – Celebration Day

Chłopaki nadal świetnie się prezentują. 🙂
Led Zeppelin – Kashmir

Polecam też posłuchać konferencji prasowej :).

Następny post będzie z okazji urodzin bloga. Grubo ;).

Postaram się z tej okazji przygotować jakieś fajne statystyki ;). Okaże się ile czasu straciliście na słuchanie ze mną muzyki :).
Dowiemy się również, jakiego wykonawcy słuchamy tu najczęściej i dlaczego jest to Dawid Bowie.

blueshift

Wczoraj myślałam nad tym, jaką piosenkę zabrałabym na bezludną wyspę.
Zespół nie będzie zaskoczeniem, ale może utwór.

Ostatnio obserwuje w swoich preferencjach muzycznych zdecydowane przesunięcie ku niebieskiemu czyli blueshift 🙂 (chyba powinno być przesunięcie do fioletu, ale nazwa angielska bardziej oddaje sens tego co się dzieje). Dosłownie rzecz ujmując chodzi o to, że… czuję bluesa, coraz bardziej czuję bluesa :).

Polegając na mojej zatęchłej wiedzy z fizyki wnioskuję, że zbliżamy się do siebie z muzyką w dosyć dużym tempie (pozdrawiamy hipotetycznych mieszkańców M31 😉 ).
Opierając się na mojej znajomości bluesa, może okazać się że jestem na najlepszej drodze do bycia starą, smutną i pijaną :), bo podobno to są najważniejsze przymioty dobrego bluesmana.

Jak to przesunięcie się objawia? Blues mnie rusza. Słucham bardzo różnej muzyki, a przynajmniej tak mi sie wydaje, i wiele wiele utworów mnie nastraja nostalgicznie, wzbudza melancholię, sprawia że potrafię się zasłuchać, padam na kolana, zbieram szczękę z podłogi, zaczynam tańczyć (Serio. Taniec to może zbyt górnolotne określenie, ale różnego rodzaju energiczne podrygiwanie jak najbardziej tak.), śpiewam (Tu to podobnie jak z tańcem. Mnie się wydaje, że śpiewam, nie wiem co o tym myślą sąsiedzi ;p ). A jak reaguję na bluesa? Nijak, blues mnie najzwyczajniej w świecie rusza, to taka najprostsza reakcja na muzykę, to że notorycznie zaczyna zwracać naszą uwagę.

Dziś esencja przesunięcia w postaci utworu ukochanego, który rusza mnie przeokrutnie i który w ciemno zabieram gdziekolwiek, nawet na bezludną wyspę. Może nie jest to blues w czystej postaci, ale bardzo dobrze obrazuje moją drogę w kierunku bluesowym :). Z drugiej strony,…relax, rety to ledwie przesunięcie, nie kupuje harmonijki ustnej i biletu na samolot do Luizjany 🙂

Panie i panowie jeśli dalej tak będzie padać, to tama pęknie…

Led Zeppelin – when the levee breaks

Kilka słów na temat historii piosenki. To cover utworu z około 1929 roku autorstwa Kansas Joe McCoy i Memphis Minnie, a inspirowany wielką powodzią nad Missisipi z 1927r.