Literka F

W końcu wróciłam do zgłębiania historii anglojęzycznych piosenek folkowych.
Grzebałam trochę w amerykańskich katalogach muzyki folkowej i najprawdopodobniej spędzę na tym grzebaniu najbliższe 10 lat. Na przykład w katalogu piosenek folkowych Rouda jest 25 000 utworów (oraz 200 000 referencji). Ponieważ jest to liczba przerażająca, dziś będą piosenki z innego, skromniejszego katalogu Lawsa.

George Malcolm Laws urodził się w 1919r w Filadelfii. Jego największym osiągnięciem jest stworzenie kolekcji tradycyjnych ballad „American Balladry from British Broadsides” opublikowanej w 1957r.
Mnie ujął swoim systemem kodowania utworów, który jest ciekawy dla takiej początkującej osoby jak ja i pozwala się jako tako odnaleźć w tematyce utworów.

Kodowanie, oprócz nazwiska autora jako nazwy indeksu, zawiera literę oraz dwucyfrowy numer. Litera określa grupę utworów o zbliżonej tematyce. Tym samym numerem oznaczone są różne wersje tej samej piosenki. Niestety, katalog ten ciężko jest znaleźć online. Gdyby ktoś na niego wpadł to bardzo proszę o linka w komentarzu. Ja posługiwałam się tą listą (trzeba dojechać do tytułów „Laws”).

Na początek wybrałam moje ulubione mordercze ballady i to mocno ograniczone tematycznie, bo będzie o zamordowanych dziewczynach wrzuconych do rzeki lub zakopanych w lesie. Okazuje się, że były to dosyć popularne metody pozbywania się niechcianych kochanek czy przygodnych znajomości.

W katalogu Lawsa piosenki o morderstwach są pod literką F.
Co dla mnie zaskakujące, wiele z nich opisuje prawdziwe historie. Piosenki były pewnie przestrogą dla lekkomyślnych dziewcząt i karą dla morderców, którzy w piosenkach wymieniani są z imienia i nazwiska.
Tak jest na przykład z piosenką Omie Wise.

Doc Watson – Omie Wise

Omie (Naomi) Wise była sierotą, mieszkała na farmie Williama i Mary Adams. Tam też poznała Jonathana Lewisa. Zostali kochankami. Niestety matka Lewisa chciała, by poślubił Hettie Elliott, która była dobrze sytuowana finansowo i towarzysko. W kwietniu 1808r. Naomi zniknęła. Adamsowie rozpoczęli poszukiwania dziewczyny, jej ciało znaleziono w rzece. Mieszkająca w pobliżu kobieta zeznała, że w nocy słyszała kobiecy krzyk. Koroner stwierdził, że Naomi była w ciąży. J. Lewisa zamknięto w więzieniu z którego uciekł miesiąc później. Gdy po kilku latach ponownie go złapano, został uniewinniony. Zmarł w 1820r, na łożu śmierci przyznał się do morderstwa.

Bardzo podobna historia ma miejsce w piosence Bank of the Ohio (Laws F5, Roud 157), chociaż tu nie mam już takich dokładnych informacji historycznych.
Być może jest to piosenka oparta o te same wydarzenia, być może podobna historia. Ponieważ piosenki były rozpowszechniane przekazem ustnym zmieniały się fragmenty tekstu i tytuły. Szczegóły piosenek były dostosowywane do miejsca śpiewania, często zmieniano imiona, zawody wykonywane przez bohaterów, oraz nazwy geograficzne.

Bank of the Ohio

Mamy spacer z ukochaną nad brzegiem rzeki. Historię przedstawia nam Willie, który już za chwilę zostanie mordercą. Kiedy ukochana nie przyjmuje oświadczyn, Willie dźga ją nożem w pierś i za złote loki zaciąga do rzeki. Przed pierwszą jest już w domu i dopadają go wyrzuty sumienia.

Z dziewczyną, mordercą i rzeką mamy też do czynienia w piosence „The Knoxville Girl”. I to jest hardcore, chociaż po w wykonaniu piosenki przez zespół The Louvin Brothers kompletnie tego nie słychać.

Knoxville Girl – The Louvin Brothers

I znów historię opowiada morderca, który upatrzył sobie piękną dziewczynę, zaprosił ją na spacer i już na koniec pierwszej zwrotki… zatłukł ją kijem.
Później zaciągnął ją za złote loki (chyba były modne w tamtych czasach) do rzeki. W domu był koło północy i tu mamy drugi akt, bo pojawia się matka mordercy i lamentuje nad krwią na ubraniu syna. Syn wykręca się zwalając wszystko na krwawienie z nosa. Kończy w więzieniu.

Dużo więcej mieszanych uczuć bohatera i dramatu całej sytuacji można usłyszeć w wersji nagranej przez… a jakże, Nicka Cave’a!

Istnieje też inna, wcześniejsza wersja tej piosenki – „The Wexford Girl”, tam jest więcej szczegółów dotyczących tego dziwnego związku.

Jak już przy śpiewa nam Nick Cave, to wypada przypomnieć, że on też popełnił piosenkę w której kamieniem zatłukł Kyle Minouge i wrzucił ją do rzeki.
Jest tu chyba wszystko z wyżej opisanych piosenek i do tego teledysk, który będzie ładnym wizualnym podsumowaniem tematu.

Nick Cave & Kyle Minouge – Where the Wild Roses Grow

A teraz piosenka, którą na bank słyszeliście.
„Pretty Polly” opowiada o dziewczynie, która została uwiedziona, a potem zwabiona do lasu, zabita i pochowana w płytkim grobie. Ta piosenka ma mnóstwo wersji i wykonań. Występuje pod kilkoma tytułami: „Pretty Polly”, „The Gosport Tragedy”, „The Cruel Ship’s Carpenter”. Czasem Polly zostaje zamordowana, bo jest w ciąży, czasem jej duch staszy Williego, czasem on ląduje w więzieniu, czasem wariuje.

The Byrds – Pretty Polly

Chyba najbardziej znanym wykonaniem tej piosenki ostatnich lat jest wersja Franka Underwooda z serialu The House of Cards. Frank śpiewa dla Claire, kiedy ta prosi go o jakąś piosenkę. Potem mamy napisy końcowe z mrocznym motywem muzycznym Jeffa Beal’a.

To świetna wersja. Co ciekawe tekst ogranicza się do pierwszej części piosenki, czyli uwodzenia Polly, ale my już wiemy co się stanie z biedną dziewczyną. Ciekawe, czy to specjalny zabieg…? (jeśli tak, to mi nie mówcie, zatrzymałam się na drugim sezonie) 🙂

I już na sam koniec, jedna z współczesnych piosenek nawiązujących do motywu przewodniego. Moja ulubiona piosenka z debiutanckiej solowej płyty Tomka Organka.
Mamy tu dziewczynę porzuconą w lesie i matkę wypytującą syna o podejrzane zachowania, a ponadto świetne folkowe brzmienie. Idealnie pasuje pod literkę F katalogu Lawsa. 😉

Reklamy

Archiwiści

Niby powinnam słuchać jakichś ciekawostek, no ale jak to zrobić jak jest nowa płyta Archive, nowy Dead Can Dance, całkiem niezłe ZZTop leci w radiu, a na dodatek całkiem fajna i całkiem taneczna, lipcowa Brodka z „Varsovie” oraz jak zwykle szalony Muse(!)?
Z nowości zdecydowanie Archive.
Cała płyta jest świetna i w sumie to nie do końca wiem co mogłoby jakoś szczególnie zachęcić do odsłuchania. KONIECZNIE TRZEBA SŁUCHAĆ CAŁOŚCI!!! Oczywiście jeśli ktoś ma taką możliwość.
Mam ogromną słabość do Archive i zupełnie nie wiem jak to się mogło stać, że jeszcze go nie był na blogu. A może był? E chyba nie :).
To lecimy z szybkim odsłuchem nowej płyty „With Us Until You’re Dead”.

Na początek mój numer jeden z dynamicznych części płyty:
Archive – Conflict

To jeszcze coś:
Archive – Violently

I singiel – jest chyba na liście Trójki jakby ktoś chciał zagłosować to polecam:
Archive – Hatchet

Uwielbiam to zakończenie!
Archive – Rise

To teraz wspominkowo poprzednich płyt Archive.
Zwłaszcza, że mam całkiem zabawną historyjkę ;).

To najpierw z płyty Controling Crowds, wyjątkowy utwór tytułowy:

oraz moje ukochane „Bullets”:

Udało mi się być na koncercie Archive na Openerze, to chyba było 2 lata temu. Całość koncertu była oparta o płytę „Controling Crowds”, która jak można stwierdzić po fragmentach powyżej jest niesamowita :). Koncert odbywał się na scenie pod namiotem i co było nie do pomyślenia zazębiał się z The Dead Weather, które grało wcześniej na głównej scenie! Dlatego na Archive trzeba było trochę pobiec. Koncert był bardzo dobry, ale wyjątkowo głośny, co trochę utrudniało odbiór. Ostatnich piosenek słuchaliśmy już „na wylocie” z namiotu i po ostatniej piosence, gdy ludzie już powoli zaczęli się rozchodzić, zaczepiła mnie pewna Pani i miło zapytała czy byłam od początku na koncercie. Piszę „Pani”, bo była to niewątpliwie kobieta, chyba trochę starsza niż ja. W każdym razie nie podlotek :). Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:

P: Byliście na całym koncercie?
Ja: Tak
P: Czy grali może Again?
Ja: Nie, nie grali.
P:…A to DZIADY!

Bawi mnie to do dziś. Pozdrawiam Panią! Do zobaczenia na jakimś koncercie Archive! Nie można tracić nadziei!

No to teraz Again, ponad 16 minut!

Archive – Again

dołek z wodą :(

A miało być tak wesoło o truskawkach i zupie pomidorowej… a tu pada :(. Przez co truskawki nie są słodkie i ma się ich dosyć po zjedzeniu zaledwie kilku.

Dlatego na blogu znowu męczymy smutne, deszczowe tematy. Coś mi się wydaje że to może być moja nisza, bo „smutne piosenki” to chyba napopularniejsza fraza wpisywana w google, kierująca na mój blog przypadkowych czytelników. Drugą w kolejności są „piosenki na wykopki”… nie wiem, nie chcę wiedzie, nie pytajcie dlaczego…

To lecimy ze smuteczkami:

Na początek Ane Brun – norweska piosenkarka i autorka piosenek. Piosenka strasznie mnie zauroczyła. Otwiera ona płytę „A Temporary Dive” z 2005 roku.
Z ciekawostek: na albumie „New Blood” Ane towarzyszy P. Gabrielowi w nowej wersji niezapomnianego przeboju „Don’t Give Up”. Również polecam:).

A teraz powoli skierujmy się w stronę depresji…
Ane Brun – To let myself go

A teraz niezrównana Björk, która w tym roku odwiedzi Opener. Ja niestety nie odwiedzę :(.
Może mniej depresyjnie, ale bardzo emocjonalnie!
Björk – Joga

To jak już siedzimy w tym naszym dołku i woda kapie nam na głowy, to „Sunflower” z repertuaru zespołu Low, ale w wykonaniu Toma Morrisa, wokalisty „Her Name is Calla” (UK).
T E Morris – Sunflower (Low Cover)

A teraz Lucky z repertuaru Radiohead. Mam 2 wersje. Najpierw cover, a na koniec klasyka 🙂
Zaczynamy od pasującegodo naszego dołka klimatem wykonania My Brightest Diamond (ten zespół już kiedyś się pojawił na blogu w autorskim utworze).
My brightest diamond – Lucky

A na zakończenie wykonanie autorskie,.. no bo szkoda mi pominąć!
Radiohead – Lucky

Miłego smucenia się w deszczu…

Pieniążek dla Charona

Uch…chwilkę mnie tu nie było. Obsuwa spowodowana jest przez nawał pracy, spowodowany wyjazdem.

Udało mi się spędzić weekend w Amsterdamie, głównie stojąc przed kolejnymi obrazami w kolejnych muzeach. Z moich wyliczeń wynika że w sumie na gapienie się w obrazy i rzeczy z malarstwem związane upłynęło mi ok 11 godzin w ciągu 2 dni.

Natomiast, żeby nie było, że cały wyjazd zupełnie nie wyjdzie na dobre blogowi muzyczemu to dziś bedzie temat zgapiony haniebnie z wystawy malarstwa, a jednoczesnie pierwszy wpis związany z muzyką poważną!

Do rzeczy!
Udało mi się obejrzeć niezwykłą wystawę malarstwa symbolistów pt.”Dreams of nature. Symbolism from Van Gogh to Kandinsky”. Wystawa podzielona była na kilka tematów i oprócz malarstwa, można było zapoznać się z MUZYKĄ! Dla której inspiracją były prezentowane obrazy.

I z tej właśnie wystawy ściągnęłam dzisiejszy temat.

Wyspa umarłych to obraz Arnolda Böcklina, szwajcarskiego symbolisty. Powstało 5 wersji tego obrazu, tą poniższą mogłam zobaczyć w Muzeum van Gogha w Amsterdamie.

Isle of the Dead
Zachęcam również do obejrzenia dużej werji Tutaj

O obrazie więcej można poczytać tu: wikipedia: Isle of Dead – tekst po angielsku

W 1907r. obraz zainspirował Siergieja Rachmaninowa do stworzenia muzycznego poematu: Isle of the Dead, Op. 29. Nie znam się na muzyce klasycznej, czasem lubię jej słuchać. Wiem co mi się podoba, a co nie.
A to czego zaraz posłuchamy podoba mi się nieprawdopodobnie.

To była kolejna odsłona cyklu niepokojących piosenek. Dobranoc