Filmy z listy SF/DF : 1. Noc demona 1957 r.

Napisałam chwilę temu, że będą filmy klasy „B” wymienione w piosence „Science Fiction / Double Feature”z filmu/musicalu The Rocky Horror Picture Show.

Zacznę od filmu który obejrzałam po zapoznaniu się z tą listą, bo mnie zaciekawił.
„Noc Demona” z 1957r. w reżyserii Jacques’a Tourneur’a

Noc Demona to film brytyjski z 1957 roku. Nie jest to typowy film sci-fi, to zdecydowanie horror/thriller. Opowiada o naukowcu, który chce racjonalnie rozwikłać zagadkę rzekomej klątwy demona. W filmie pojawiają się sceny z owym demonem, które niestety wyglądają trochę słabo i bardziej śmieszą niż straszą :).
Z tego co wyczytałam w Internecie to zdaniem reżysera w filmie nie powinno być tych scen. Dograno je i dodano. To zrobiło z naprawdę niezłego thrillera, takie horrorowe fantastyczne coś. Cóż, ja akurat wolę jak niewiele widać w filmie :), zwłaszcza jeśli efekty specjalne są średnie. Ale co robić, jak żyć.
Zastanawiam się, czy gdyby nie te wydumane 2 scenki, to czy film nie byłby dużo lepiej oceniany.

„Noc Demona” konwencją i stylem przypomina trochę „Dziewiąte Wrota”. Mamy zagadkę związaną z mocami nieczystymi i głównego bohatera, który próbuje ją w racjonalny i logiczny sposób wytłumaczyć. Jest teże emocjonalnie związana ze sprawą piękna kobieta (no bo jak to tak, bez wątku miłosnego), oraz świetny choć niepozorny czarny charakter :).
Jest scena z demonicznym clownem-magikiem i złowieszczy śmiech, jest też skradający się cień. Brzmi dobrze, prawda?

A teraz ciekawostka, która pozwoliła mi napisać o tym filmie na blogu o muzyce.
Fragment jednej za scen został wykorzystany w piosence Kate Bush – Hounds of love.

Najpierw piosenka.
Zwróćcie uwagę na pierwsze wypowiedziane męskim głosem słowa: „It’s in the trees! It’s coming!”. To cytat z filmu. Słowa te powtarzają się również w piosence.

Kate Bush – Hounds of love

A teraz scena z filmu pod koniec której padają słowa wykorzystane w piosence.

Piosenka jest o strachu, w tym o strachu przed miłością. Tytułowe „Hounds of love” to świetna figura. Urzekło mnie to, że piosenka została zilustrowana przez coś co straszy nas najbardziej. Przez wspomnienie z horroru oglądanego w młodości. Tak przynajmniej przypuszczam. Dziecięcy, irracjonalny strach, to bardzo żywe wspomnienie i które ma chyba każdy. Zakładam, że większość z nas pamięta straszny film widziany w dzieciństwie dużo za wcześnie, który do dziś wywołuje gęsią skórkę. Film którego wspomnienie nas przeraża, choć pewnie sam film obejrzany dziś, nie był by już taki straszny. Tak tworzy się legenda ;).

Mój straszny film to „Coś” czyli „The Thing” Johna Carpentera z 1982r. Obejrzałam go u cioci, (pewnie po roku 1990) na kasecie video i wiem, że rodzice nie pozwoliliby mi go obejrzeć (hej Mamo! 😉 ).
Pewnie wszyscy znają, ale co tam. Trailer filmu:
The Thing. reż. John Carpenter 1982r.

Muzykę do filmu napisał Ennio Morricone i dostał za nią nominację do… Złotej Maliny, za najgorszą muzykę filmową.
Nie wiem dlaczego. Mnie ta muzyka nawet bez filmu straszy.

Ennio Morricone – Soundtrack: „The Thing”

Na pewno zwróciliście uwagę na piękny poster do tego filmu. Jeśli nie, to zwróćcie (2 minuta). Jest świetny! A jego autorem jest Drew Struzan. O którym więcej jakoś niebawem :).

Okazuje się, że film ma swoją wcześniejszą wersję. A tak dokładnie to powstał na podstawie książki, której pierwsza ekranizacja ukazała się w 1951r. pod tytułem „The Thing from Another World” i tym samym wchodzi na listę moich filmów do zobaczenia.

Gdyby ktoś chciał się podzielić swoją ulubioną muzyką z najgorszego pamiętanego horroru, to zapraszam :). Chętnie posłucham.

Reklamy

There is no turning back – no

Podobno nie ma prowrotów. Pewnie tak jest. Chociaż istnieją sytuacje, kiedy można trochę odwrócić głowę i spojrzeć wstecz, albo chociaż w lusterko. Dziś jest taka sytuacja gdy próbuje zawrócić na autostradzie choć wiadomo, że nie można. …Ale dziś mamy pętelkę.

Trochę wyjaśnienia, bo przecież na blogu w najlepsze taplam się w przeszłości, więc skąd ten durny, metaforyczny wstęp? Otóż pomysł na bloga wziął się z rozmów z moją siostrą. Co tydzień pytała mnie o „piosenkę tygodnia” i ja wynajdywałam coś i podsyłałam, zarysowując przy tym zachęcającą historyjkę.
Po kilku tygodniach takiej zabawy pomyślałam, że fajnie byłoby to gdzieś zapisywać, albo archiwizować i tak powstało to dziwaczne miejsce.
Jednym z ostatnich „utworów tygodnia” z przed bloga był utwór Roberta Planta „Big Log”. Gdy założyłam bloga, zastanawiałam się czy wrzucić to co polecałam siostrze wcześniej, ale doszłam do wniosku, że skoro to ma być kontynuacja to nie mogę się cofać. No bo przecież: There is no turning back, no.

Ale zdarzyła się pętelka.
Kawałek wpadł mi w tym tygodniu w ucho, pewnie leciał w radio czy coś. I znów śpiewam go jak głupia, tańcząc po pokoju. A najlepsze jest to, że tym razem mogę o nim śmiało napisać, bo moja siostra o nim zapomniała, więc śmiało mogę znów przypominać :D. How cool is that?!

Ten wielki hicior Roberta Planta jest z płyty „The Principle of Moments” i właśnie stuknęła mu trzydziestka. Zupełnie tak jak mi.

żeby nie było tak pusto, to jeszcze kolejny solowy hit pana Planta.
Ma tu dużo lepszą fryzurę, a piosenka jest świetna do tańca :). 29 Palms to miejscowość na pustyni w stanie Kalifornia, a ta pani o której śpiewa pan Robert to ponoć Alannah Myles.

29 Palms z płyty Fate of Nations z 1993r. W tym roku stuknęła jej dwudziestka. Zupełnie jak mojej siostrze.

Żeby nie było tak kolorowo to na deser coś czarnego – hit pani Alannah Myles z 1989/1990, który zapewne uwodził przez radio nie tylko Roberta Planta ;).

Alannah Myles – Black Velvet (to chyba wersja amerykańska z 1990r., bo na youtube można odnaleźć wersję wcześniejszą z łagodniejszym wokalem) uwielbiam głos tej pani :).

Tyle na dziś. Cześć.

Wiosna

Nie ma mnie, jestem w Westeros. I pewnie mnie nie będzie przez najbliższe 4 i pół tomu 🙂 – pomimo kolejnych mordów jakich dopuszcza się autor na głównych bohaterach.

ALE, żeby nie było wam tak bardzo smutno to może jednak coś.

Zaczęła się całkiem ładna wiosna i przypomniała mi się artystka której nie słuchałam chyba od dwóch lat.
I mimo, że krwawa jatka w Westeros nie ma końca, to jakoś tak mi to pasuje tematycznie ;).

Teraz wiosna:
Loreena McKennitt – The Mummers Dance

I jeszcze mała ciekawostka. Dawno temu kiedy z internetem łączyłam się przez modem, a fajne filmiki pożyczało się znajomym nagrane na płyty CD, dotarło do mnie video tej piosenki oparte o film „Księżniczka Mononoke”.
A ponieważ w internecie nic nie ginie, to proszę bardzo jeszcze raz:

i dalej:
Loreena McKennitt- Night Ride Across the Caucasus

To takie moje ulubione i dobrze się kojarzące utwory z dawna.

To jeszcze coś bardziej smętnego:
Loreena McKennitt – The wind that shakes the Barley

Jeśli ktoś nie widział „Księżniczki Mononoke” to polecam :).
Jeśli ktoś nie zaczął czytać Gry o Tron, to polecam mocno się zastanowić ;), łatwo skończyć jak ja.

ogień

Znów nie mam czasu :). Dlatego w ramach przeprosin polskie dziewczyny po angielsku. Lubię po angielsku.

Najpierw kolejna piosenka Julii Marcell z płyty June z nieprzeciętnym teledyskiem, ta dziewczyna ma wyczucie co do clipów.
Strasznie mi się podoba ta piosenka i to chyba mój numer jeden z tej płyty, choć w radiu rządzi Echo.

Julia Marcell – I Wanna Get On Fire

Mary Komasa to też nasza dziewczyna. Piosenka która za chwilę, została nawet użyta w serialu telewizyjnym i stamtąd właśnie wlazła mi w głowę.
Mary Komasa – I bugged your brain

To na razie tyle. Idzie jesień, czas się wziąć za cięższe kawałki.