There is no turning back – no

Podobno nie ma prowrotów. Pewnie tak jest. Chociaż istnieją sytuacje, kiedy można trochę odwrócić głowę i spojrzeć wstecz, albo chociaż w lusterko. Dziś jest taka sytuacja gdy próbuje zawrócić na autostradzie choć wiadomo, że nie można. …Ale dziś mamy pętelkę.

Trochę wyjaśnienia, bo przecież na blogu w najlepsze taplam się w przeszłości, więc skąd ten durny, metaforyczny wstęp? Otóż pomysł na bloga wziął się z rozmów z moją siostrą. Co tydzień pytała mnie o „piosenkę tygodnia” i ja wynajdywałam coś i podsyłałam, zarysowując przy tym zachęcającą historyjkę.
Po kilku tygodniach takiej zabawy pomyślałam, że fajnie byłoby to gdzieś zapisywać, albo archiwizować i tak powstało to dziwaczne miejsce.
Jednym z ostatnich „utworów tygodnia” z przed bloga był utwór Roberta Planta „Big Log”. Gdy założyłam bloga, zastanawiałam się czy wrzucić to co polecałam siostrze wcześniej, ale doszłam do wniosku, że skoro to ma być kontynuacja to nie mogę się cofać. No bo przecież: There is no turning back, no.

Ale zdarzyła się pętelka.
Kawałek wpadł mi w tym tygodniu w ucho, pewnie leciał w radio czy coś. I znów śpiewam go jak głupia, tańcząc po pokoju. A najlepsze jest to, że tym razem mogę o nim śmiało napisać, bo moja siostra o nim zapomniała, więc śmiało mogę znów przypominać :D. How cool is that?!

Ten wielki hicior Roberta Planta jest z płyty „The Principle of Moments” i właśnie stuknęła mu trzydziestka. Zupełnie tak jak mi.

żeby nie było tak pusto, to jeszcze kolejny solowy hit pana Planta.
Ma tu dużo lepszą fryzurę, a piosenka jest świetna do tańca :). 29 Palms to miejscowość na pustyni w stanie Kalifornia, a ta pani o której śpiewa pan Robert to ponoć Alannah Myles.

29 Palms z płyty Fate of Nations z 1993r. W tym roku stuknęła jej dwudziestka. Zupełnie jak mojej siostrze.

Żeby nie było tak kolorowo to na deser coś czarnego – hit pani Alannah Myles z 1989/1990, który zapewne uwodził przez radio nie tylko Roberta Planta ;).

Alannah Myles – Black Velvet (to chyba wersja amerykańska z 1990r., bo na youtube można odnaleźć wersję wcześniejszą z łagodniejszym wokalem) uwielbiam głos tej pani :).

Tyle na dziś. Cześć.

Reklamy

Nadchodzi noc komety!

Za tytuł dostanę dodatkowe punkty!

Zauważam ostatnio, że wszystko splata się i pląta wzajemnie, często skręcając się w jedną całość. Odkąd popisuję sobie bloga zaczęłam trochę bardzie przykładać się do słuchania muzyki, słuchać nowych rzeczy, a zwłaszcza odkurzać stare. Nagle okazuje się, że wszystko jest ze sobą połączone i moje poszukiwania wcale się nie wychodzą poza pewien zakres powiązań. I choćbym próbowała opisać coś nowego, zawsze znajduje powiązania z czymś co jest mi dobrze znane. Może to oznaczać, że moje horyzonty wcale nie są takie szerokie, albo Dirk Gently ma rację i również do muzyki trzeba będzie podchodzić holistycznie.

Holistyczne powiązania i cykle w muzyce cz.1 🙂

Weekend z Perseidami diabli wzięli, bo w Krakowie lało – może uda mi się coś jeszcze zobaczyć, chwila czasu jeszcze została, ale szczyt przepadł jak nic. Na dodatek księgarnia opóźnia moje zamówienie książkowe, gdyż nie może doszukać się Map Nieba. Wszystko wskazuje, że powinnam kontynuować kosmiczne i gwiezdne tematy.
Dziś żadne wielkie odkrycie, ale może dla kogoś będzie to nowość. Całkiem fajne, mocno rockowe wykonanie piosenki „Noc Komety” z repertuaru Budki Sulflera w Opolu wykonał zespół Cuba de Zoo. Niestety ten koncert mnie ominął, czego trochę żałuję, bo czasem można na takich wielkich telewizyjnych widowiskach zobaczyć coś ciekawego.
Tym razem był to najwyraźniej występ zespołu Cuba de Zoo, który tym wykonaniem wziął szturmem Listę Przebojów Programu Trzeciego.

Cuba de Zoo – Noc komety Opole 2012

Gdy usłyszałam utwór w radiu pomyślałam, że to bardzo fajnie, bo piosenka zatoczyła koło, była popularna we wczesnych latach 80tych w wykonaniu Budki Suflera, a teraz wróciła.

Mam jakąś taką lekką awersję do późnej Budki Suflera i wszystkich jej przebojów z lat dziewięćdziesiątych. Z tej chyba przyczyny, jakoś bardziej pasują mi ze starych utworów te, których nie śpiewa Krzysztof Cugowski. Gość ma świetny głos i te stare kawałki są bardzo dobre, ale może już za bardzo mi się osłuchały.
Akurat „Noc Komety” wykonywał Felicjan Andrzejczak razem z Urszulą. Zwłaszcza pan Felicjan prezentuje się w teledysku dosyć ciekawie 🙂
Budka Suflera – Noc Komety

Ale to jeszcze nie koniec. Słowa piosenki, a dokładnie – polskie słowa napisał Marek Dutkiewicz. Jest to jednocześnie autor słów do mojej ulubionej piosenki z okresu „od urodzenia do przedszkola” ;), ale o tym innym razem.

Teraz chyba najbliższy mi stylistycznie, pierwowzór muzyczny piosenki w wykonaniu niemieckiej progresywno-psychodeliczno-space-rockowej kapeli Eloy (z 1982r).
Eloy – Time to Turn

Zdecydowanie mój klimat :).

A jeszcze wracając do kół, kółeczek, kosmicznych orbit i całej tej holistycznej plątaniny. Nazwa zespołu Eloy zaczerpnięta jest z książki H.G. Wellsa „Wehikuł czasu”. O H.G. Wellsie wspominałam w drugim wpisie na blogu, przy okazji „Wojny światów” Jeffa Wayne’a

Dire straits

Dziś Dire Straits. z dwóch powodów:
1) Trzeba jakoś uhonorować tegorocznych zwycięzców Topu Wszechczasów. A zwyciężyła piosenka „Brothers in Arms”, która jest całkiem dobra i dosyć poruszająca. Należy do tej grupy piosenek o których nie można powiedzieć, że są „fajne”. Wydaje mi się, że byłoby to nietaktem. Piosenka Utwór ten od lat obija się od różnych miejsc w pierwszej dziesiątce Topu i bardzo często kończy na podium. Zwycięzcom gratulujemy.

2) To zespół wielkiego powrotu do moich playlist, po młodzieńczym(Ha! jak to brzmi!) wstręcie spowodowanym przymusowym słuchaniem zarządzanym przez tatę. Nie żeby tato nas zmuszał jakoś specjalnie, ale zwykle odtwarza się jedną kasetę. A Dire Straits było pozycją obowiązkową. (Serdecznie pozdrawiam tatę – Już lubię pana Marka Knopflera).

„Brother in Arms” dziś nie będzie. Kawałek ten jakoś słabo pasuje mi do Dire Straits, być może wyrobiłam sobie zbyt mocną opinię na kawałkach typu: Sultans of Swing, Romeo & Juliet, Twistig by the pool, Walk of life czy przezabawne Money for nothing. Możliwe również że to przez opaski pana Marka :). Wszystkie te kawałki mimo całkiem poważnego brzmienia, zwłaszcza gitarowego, są również niezwykle lekkie. A „Brothers in Arms” nie wpisuje mi się jakoś.

A co będzie? Dwie piosenki.
Na pierwszy ogień ta bardzo Dire Straits’owa „So far away”. Lubię, bo ma klasyczny styl tej kapeli, jest „lekka” w formie, ale brzmi poważniej i ciągle jakoś tak nowocześnie.

Dire Straits – So Far Away

A teraz arcydzieło. Moja ulubiona (choć wszystkich nie znam) piosenka tej kapeli. Brzmi bardzo poważnie, ale jednocześnie, przynajmniej dla mnie -dosyć lekko. Opowiada o pracy prywatnego detektywa. I kojarzy mi się ze scenami z amerykańskich filmów. Pewnie dlatego w miarę lekko.
Ale dosyć pisania. Słuchamy.

Dire Straits – Private Investigations