Nadchodzi noc komety!

Za tytuł dostanę dodatkowe punkty!

Zauważam ostatnio, że wszystko splata się i pląta wzajemnie, często skręcając się w jedną całość. Odkąd popisuję sobie bloga zaczęłam trochę bardzie przykładać się do słuchania muzyki, słuchać nowych rzeczy, a zwłaszcza odkurzać stare. Nagle okazuje się, że wszystko jest ze sobą połączone i moje poszukiwania wcale się nie wychodzą poza pewien zakres powiązań. I choćbym próbowała opisać coś nowego, zawsze znajduje powiązania z czymś co jest mi dobrze znane. Może to oznaczać, że moje horyzonty wcale nie są takie szerokie, albo Dirk Gently ma rację i również do muzyki trzeba będzie podchodzić holistycznie.

Holistyczne powiązania i cykle w muzyce cz.1 🙂

Weekend z Perseidami diabli wzięli, bo w Krakowie lało – może uda mi się coś jeszcze zobaczyć, chwila czasu jeszcze została, ale szczyt przepadł jak nic. Na dodatek księgarnia opóźnia moje zamówienie książkowe, gdyż nie może doszukać się Map Nieba. Wszystko wskazuje, że powinnam kontynuować kosmiczne i gwiezdne tematy.
Dziś żadne wielkie odkrycie, ale może dla kogoś będzie to nowość. Całkiem fajne, mocno rockowe wykonanie piosenki „Noc Komety” z repertuaru Budki Sulflera w Opolu wykonał zespół Cuba de Zoo. Niestety ten koncert mnie ominął, czego trochę żałuję, bo czasem można na takich wielkich telewizyjnych widowiskach zobaczyć coś ciekawego.
Tym razem był to najwyraźniej występ zespołu Cuba de Zoo, który tym wykonaniem wziął szturmem Listę Przebojów Programu Trzeciego.

Cuba de Zoo – Noc komety Opole 2012

Gdy usłyszałam utwór w radiu pomyślałam, że to bardzo fajnie, bo piosenka zatoczyła koło, była popularna we wczesnych latach 80tych w wykonaniu Budki Suflera, a teraz wróciła.

Mam jakąś taką lekką awersję do późnej Budki Suflera i wszystkich jej przebojów z lat dziewięćdziesiątych. Z tej chyba przyczyny, jakoś bardziej pasują mi ze starych utworów te, których nie śpiewa Krzysztof Cugowski. Gość ma świetny głos i te stare kawałki są bardzo dobre, ale może już za bardzo mi się osłuchały.
Akurat „Noc Komety” wykonywał Felicjan Andrzejczak razem z Urszulą. Zwłaszcza pan Felicjan prezentuje się w teledysku dosyć ciekawie 🙂
Budka Suflera – Noc Komety

Ale to jeszcze nie koniec. Słowa piosenki, a dokładnie – polskie słowa napisał Marek Dutkiewicz. Jest to jednocześnie autor słów do mojej ulubionej piosenki z okresu „od urodzenia do przedszkola” ;), ale o tym innym razem.

Teraz chyba najbliższy mi stylistycznie, pierwowzór muzyczny piosenki w wykonaniu niemieckiej progresywno-psychodeliczno-space-rockowej kapeli Eloy (z 1982r).
Eloy – Time to Turn

Zdecydowanie mój klimat :).

A jeszcze wracając do kół, kółeczek, kosmicznych orbit i całej tej holistycznej plątaniny. Nazwa zespołu Eloy zaczerpnięta jest z książki H.G. Wellsa „Wehikuł czasu”. O H.G. Wellsie wspominałam w drugim wpisie na blogu, przy okazji „Wojny światów” Jeffa Wayne’a

Reklamy

Hej Curiosity! Uwaga na pająki!

Curiosity wylądował i jak prawdziwy turysta już robi zdjęcia i wrzuca statusy na Twittera.
A ponieważ mój blog jest z Marsem niezwykle związany, to należy taki fakt odnotować. Z tej okazji wprowadzam tag i kategorie Mars! 🙂

Zgodnie z tytułem dzis Pająki. Z Marsa. A dokładnie świetna płyta Davida Bowiego „The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars”. Myślę, że płyty nie trzeba za bardzo przedstawiać, ale chyba warto przypomnieć. Bo historia przedstawiona na płycie to prawie science-fiction :). No i Bowie jako Ratująca Świat Gwiazda Glam Rocka Ziggy Stardust!

A dlaczego ratować świat? Dlatego, że zostało nam tylko 5 lat…

Five years – David Bowie

…ale to nic bo oto gdzies tam czeka…
David Bowie – Starman

Ziggy i Pająki z Marsa 🙂
Ziggy Stardust

Nie byłabym sobą gdyby nie poleciał cover który znajduje się na tej płycie. Świetne połączenie bluesa i glam rocka.

It Ain’t Easy – David Bowie

Piosenkę It Ain’t Easy w 1970 roku napisał Ron Davies i nagrał przepiękną wersję na płycie: Silent Song Through the Land
Ron Davies – It Ain’t Easy (1970)

Płyta „The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars” została wydana w 1972 roku, czyli obchodzi właśnie 40 (!!!) urodziny.
Wszystkiego najlepszego.

A na deser pełna panorama z powierzchni Marsa, tegoroczna, z łazika Opportunity, ktory się biedny szwenda po Marsie już 8 lat :).

Take me to heaven

O „Iron Sky” opinie są podzielone. Nie będę zanudzać tu komentarzami o filmie, napiszę o tym gdzie indziej.
Natomiast myślę, że warto wspomnieć, że film ma bardzo dobrą ścieżkę dźwiękową, autorstwa zespołu Laibach – o którym słyszałam, ale to chyba nie do końca mój klimat :).
Większość utworów ze ścieżki dźwiękowej brzmi mocno industrialnie i świetnie wpasowuje się w klimat filmu, choć do samodzielnego słuchania raczej ich nie polecam, bo jest to dosyć trudne.

A na dziś utwór otwierający film. W stylu zupełnie innym niż reszta muzyki ze ścieżki dźwiękowej. Piosenka wpasowuje się idealnie w tropikalny wieczór jakich mamy okazję ostatnio doświadczać.

W filmie utwór ilustruje lądowanie na księżycu 🙂

Laibach – Take me to heaven

blueshift

Wczoraj myślałam nad tym, jaką piosenkę zabrałabym na bezludną wyspę.
Zespół nie będzie zaskoczeniem, ale może utwór.

Ostatnio obserwuje w swoich preferencjach muzycznych zdecydowane przesunięcie ku niebieskiemu czyli blueshift 🙂 (chyba powinno być przesunięcie do fioletu, ale nazwa angielska bardziej oddaje sens tego co się dzieje). Dosłownie rzecz ujmując chodzi o to, że… czuję bluesa, coraz bardziej czuję bluesa :).

Polegając na mojej zatęchłej wiedzy z fizyki wnioskuję, że zbliżamy się do siebie z muzyką w dosyć dużym tempie (pozdrawiamy hipotetycznych mieszkańców M31 😉 ).
Opierając się na mojej znajomości bluesa, może okazać się że jestem na najlepszej drodze do bycia starą, smutną i pijaną :), bo podobno to są najważniejsze przymioty dobrego bluesmana.

Jak to przesunięcie się objawia? Blues mnie rusza. Słucham bardzo różnej muzyki, a przynajmniej tak mi sie wydaje, i wiele wiele utworów mnie nastraja nostalgicznie, wzbudza melancholię, sprawia że potrafię się zasłuchać, padam na kolana, zbieram szczękę z podłogi, zaczynam tańczyć (Serio. Taniec to może zbyt górnolotne określenie, ale różnego rodzaju energiczne podrygiwanie jak najbardziej tak.), śpiewam (Tu to podobnie jak z tańcem. Mnie się wydaje, że śpiewam, nie wiem co o tym myślą sąsiedzi ;p ). A jak reaguję na bluesa? Nijak, blues mnie najzwyczajniej w świecie rusza, to taka najprostsza reakcja na muzykę, to że notorycznie zaczyna zwracać naszą uwagę.

Dziś esencja przesunięcia w postaci utworu ukochanego, który rusza mnie przeokrutnie i który w ciemno zabieram gdziekolwiek, nawet na bezludną wyspę. Może nie jest to blues w czystej postaci, ale bardzo dobrze obrazuje moją drogę w kierunku bluesowym :). Z drugiej strony,…relax, rety to ledwie przesunięcie, nie kupuje harmonijki ustnej i biletu na samolot do Luizjany 🙂

Panie i panowie jeśli dalej tak będzie padać, to tama pęknie…

Led Zeppelin – when the levee breaks

Kilka słów na temat historii piosenki. To cover utworu z około 1929 roku autorstwa Kansas Joe McCoy i Memphis Minnie, a inspirowany wielką powodzią nad Missisipi z 1927r.